sobota, 26 kwietnia 2014

Rozdział 41

~Jack~
Trener wrzasnął na mnie, zatrzymałem się w połowie boiska, przystanąłem i spojrzałem na niego. Facet szedł do mnie powoli, spokojny, pełny opanowania. Dotknął ręką mojej łopatki i poprowadził na bok.
- Jack… co się z tobą dzieje? Dobrze się czujesz? Słuchaj, odpuść sobie jutrzejszy mecz, co? Tak będzie lepiej, daję ci tydzień wolnego… wyjedź, odpocznij, załatw kilka spraw – niech wróci do mnie dawny Walker, dobrze?
Nie broniłem się, może nawet czekałem na te słowa? Potrzebowałem odpoczynku,
Szczęścia… jej uśmiechu.
Miałem ochotę na spacer, ale zamiast iść przed siebie, wsiadłem do samochodu.
Czy naprawdę jestem tylko wrakiem człowieka? Jak mogę być szczęśliwy?
Uśmiech… szczery uśmiech… tak dawno nie widziałem go w lustrze, tak dawno nie widziałem Allie.
Dojechałem do domu, a kiedy do niego wszedłem rzuciłem daleko sportową torbę, zdjąłem buty i koszulkę. Położyłem się na sofie, bo nic innego mi nie zostało.
Mój telefon zawibrował, pisali koledzy z zespołu.
„Jack żyjesz?”
„Stary, jak my bez ciebie zagramy?”
W tym momencie nic mnie nie obchodziło, wstałem i bezmyślnie chodziłem po mieszkaniu, na podłodze leżała koperta, dlaczego wcześniej jej nie zauważyłem?
To Allie, pisała Allie! Zaśmiałem się jak dziecko. Kartka leżała w moim domu od czterech dni, a jej nie zauważyłem. Tak po prostu – kopnąłem na bok, nie sprawdzając, co to.
Wyobraziłem sobie, jak rudowłosa siedzi w parku, nogi postawione ma na ławce. Wiatr rozwiewa lekko jej włosy, a ona odgarnia je nerwowym ruchem. Kreśli słowa, a potem wrzuca je pod moje drzwi. Do mnie. Dla mnie. Tylko i wyłącznie mi.
To trochę dziwne, prawda? Myślisz sobie, że uważam się za wybitnego piłkarza, super przystojniaka, czy pewnego siebie Casanovę, cóż… bo widzisz, teraz z moich oczu wypływają łzy, łzy szczęścia, na kartkę spada jedna kropelka, rozmazując kilka słów.

~Allie~
Mój kontakt z Zaynem stał się nienormalny – nienormalny? Nie. Oziębły? Dziwny, tak, dziwny idealnie oddaje tą sytuację. Chłopcy mają teraz mnóstwo pracy, związanej z promocją płyty, nagrywają teledyski, spotykają się z fankami, udzielają wywiadów, chodzą na sesje zdjęciowe… ale nie tylko, nie sposób wymienić tego, co robią. Zayn wychodzi rano, wraca wieczorem – tak to wygląda. A gdy wróci jest padnięty.
Ja natomiast dużo czasu spędzam z Alexandrą, staram się jej pomagać, kupujemy smoczki, buteleczki, śliniaczki. Piszę dużo artykułów, ponieważ staram się o posadę dziennikarki w magazynie VOGUE, bardzo pragnę tam pracować, może dlatego, iż to branża z wyższej półki. Potrzebuję pracy, bardzo, od siedzenia w domu popadam w lekką depresję, nie mam ochoty na jedzenie, stop – ja nic nie jem. Piję wodę, łykam jakieś durne pigułki i witaminy. Moja samoocena spada w dół, umieram z tęsknoty za dawnym, wesołym Zaynem. Marzę o długim pobycie w Bradford. Całymi godzinami, dniami, piszę. Wszystko, aby osiągnąć sukces, wszystko, żeby tylko zabić czas.
Wychodzę z wanny i owijam się dużym ręcznikiem, kiedy wreszcie kończę balsamować ciało – zaczynam się malować i suszyć włosy, w końcu staję przed szafą i… jak zwykle nie mam co założyć. Wreszcie decyduję się na czarne, mocno opięte rurki i pudrowy sweterek.
Dziś jest ten dzień – dowiem się, czy zostałam przyjęta do pracy.
Dlatego jestem spięta, co chwilę zaciskam dłonie, zdrapuję lakier z paznokci lub przeczesuję włosy opuszkami palców. Decyduję się na ostateczną konfrontację ze światem – wychodzę z domu, aby poznać wynik mojej praczy, usłyszeć słowa: tak lub nie…
Kiedy dochodzę do budynku dłonie drżą mi lekko, jestem roztrzęsiona, lecz pewnym krokiem wchodzę do cudownego holu bogatego budynku.

~Zayn~
Zerkam na zegarek, nie chcąc się spóźnić, uważnie pilnuję godziny.
Jestem na siebie tak bardzo zły, zły? Ja jestem wściekły! Dziś Allie ma swoją pierwszą w życiu rozmowę kwalifikacyjną. Powinienem ją wspierać, a nie podpisywać swoje zdjęcia! Od tygodnia chodziła cała podenerwowana, a ja nie miałem nawet czasu, aby z nią usiąść, porozmawiać, przytulić. Jestem beznadziejnym chłopakiem. Co ona jeszcze ze mną robi? Inna dziewczyna już dawno płakałaby, że nie zwracam na nią uwagi, czy coś takiego, a Allie… robi dobrą minę do złej gry. Chyba nadal jest zła za tą kolację z Perrie, nie dziwię się jej, zachowałem się jak ostatni cham, ona nigdy nie zaprosiłaby do nas Jacka, bez mojej zgody na obiad, czy choćby kawę. I nawet nie zauważałem tego, że jestem w stosunku do niej nie fair, ale ostatnio coś we mnie pękło, miałem wrażenie, że ona może już nie czuje do mnie tego, co ja do niej. Ale zamiast porozmawiać z nią, ja siedziałem z założonymi rękami.
Nagle dotarło do mnie, że jeśli teraz się nie ruszę, to nie mam prawa liczyć na uczucie Allie.
Przeskoczyłem przez stół, na którym leżał stos zdjęć i markerów.
- Malik, do cholery, gdzie biegniesz?! – wydarł się Louis, kiedy wybiegałem ze studia.
- Walczyć o miłość mojego życia!
Złapałem pierwszą lepszą taksówkę i wrzasnąłem do kierowcy:

- Na pokątną! To znaczy… na Oxford street!


------------------------------------------------------------------------------------------

... Czekałam z dodawaniem tego rozdziału bardzo długo. 
Jak się domyślacie - mało komentarzy = kiepska motywacja. 
Ale piszę dalej dla osób, które nadal są ze mną i którym dziękuję najmocniej z całego serduszka! Ten rozdział jest dla Was! 

wtorek, 25 marca 2014

Rozdział 40

Pożegnanie z Colem i rodzicami było trudne. Może nawet za ciężkie na szczupłe barki rudowłosej, ciężko było jej udźwignąć kolejne rozstanie.
Jednak dziś był dzień powrotu Zayna do Londynu, z drugiej strony nie mogła więc się doczekać, aż go zobaczy, dotknie, uściska. Z tego powodu droga minęła jej szybko, słuchając radia i pijąc kawę, rozmawiając przez telefon z Alex, którą wypisano ze szpitala do domu – nawet nie obejrzała się, kiedy zajechała pod dom. Wbiegła do niego, nie musiała otwierać drzwi: Zayn już był.
- Witam panie Malik! – zawołała w przedpokoju. Przed nią wyszedł mulat, przytulając ją mocno do siebie.
- Mamy gościa, kochanie – poinformował, prowadząc ją do salonu, wskazał na słynną Perrie Edwards.
Blondynka wstała, aby się przedstawić, wyciągnęła rękę, wypowiadając swoje imię, ale w jej oczach błyszczała zazdrość, jad, rudzielec od razu zauważył, że Edwards nie darzy jej sympatią. Z wzajemnością, oczywiście.
- Allie – odparła jednak, z uśmiechem, odwzajemniając uścisk.
- Zayn dużo mi o tobie opowiadał.
Blondynka przechyliła głowę, wypowiadając te słowa i przyjrzała się ubraniom dziewczyny.
- Tak? Mi niestety o tobie nic, więc wiem niewiele na twój temat – rzekła Alls, zauważając ścięte spojrzenie Perrie.
Edwards była przyjaciółką Zayna z czasów x-factora. Ruda zdawała sobie sprawę z tego, że blondi kręci się koło jej chłopaka w ostatnim czasie, ale nie mogła uwierzyć, że przyjdzie do nich na kolację! W dodatku zaproszona przez Zayna. Cała ta sytuacja nie podobała się jej, Allie była zirytowana, chciała spędzić trochę czasu ze swoim chłopakiem – podczas gdy teraz piła kawę z dziewczyną, która podrywała Zayna. Marny pomysł na popołudnie.
Blondynka uważnie przyglądała się każdemu ruchowi rudowłosej, wreszcie zagaiła:
- Piękną masz marynarkę. To chyba Gucci, prawda?
Zapytana skinęła głową, odruchowo dotykając włosów.
- Musiała być droga, a o ile wiem to dziennikarki zarabiają niezbyt dużo.
Ruda zmrużyła oczy, odpowiadając spokojnie –
- Gdybym była taką dziennikarką, jak ty piosenkarką to owszem nie byłoby mnie na nią stać.
Zaważyła, jak Perrie ściska się gardło. Ktoś zadzwonił do drzwi, ale gość nie czekał na odpowiedź, wszedł do środka.

- Cześć stary! – krzyknął Harry do Zayna, który zaciekawiony wyszedł do przedpokoju. Labladorek zaszczekał na widok Loczka.
Edwards wstała z kanapy, żeby przywitać się z chłopakiem. Styles nie zwrócił na nią jednak uwagi.
- Wpadłem zapytać, czy mogę porwać Allie na kilka godzin…
Evans nie czekała na reakcję Malika, wrzuciła na siebie krótką czarną spódniczkę, jasną bluzkę i wysokie szpilki. Może to było egoistyczne z jej strony, ale chciała wywołać zainteresowanie ze strony chłopców i zazdrość Perrie. Wyeksponowała długie nogi. Zgarnęła płaszczyk i torbę – i już stała przy Harrym.
- No, to my lecimy, miłej kolacji – poczęstowała Zayna marnym spojrzeniem i wyszła z domu.
Kiedy szli w nieznanym jej kierunku, zaczęła dziękować przyjacielowi, wyparował z niej już dawno żal za pocałunek, za dziwne zachowanie, wybaczyła mu dawno, wręcz go rozumiała.
- Harry! Nie wyobrażasz sobie, jak bardzo jestem ci wdzięczna!
Chłopak się zaśmiał i zaczął przekomarzań z nią. W końcu rudzielec podarował mu słodkiego całusa w policzek.
- Perrie daje w kość?
- Jest denerwująca, pojawia się nagle i zaczyna mieszać. Nie tylko w naszym codziennym grafiku – tu Allie zaśmiała się krótko – ale i w moich uczuciach. Osłabia we mnie wszystkie chęci… dziwnie się czuję, dopiero, co wróciłam z Bradford i…
Zaczęła opowiadać Harremu o propozycji Cola, jej pomysłach, melancholijnych dniach pełnych przemyśleń.
Hazza nie wiedział, co może na to odpowiedzieć. Myślał, że jej związek z Zaynem jest idealny, niestety tak nie było, a jego przyjaciółka nie była szczęśliwa. Całe jego wyobrażenia legły w gruzach, w myślach tkwiła Perrie i to, do czego zdążyła, do rozpadu miłości Allie i Malika. Czy uda jej się tego dokonać? Zawsze wierzył w to, że Zayn kocha rudą, ale ostatnimi czasy wszystko, w co wierzył – zawodziło go. Jedyne na czym mógł polegać to było właśnie One Direction i Alls.
- Chodźmy coś zjeść – zaproponował.
Mimo wszystkiego, co spotykało rudzielca, dziewczyna zdawała się być nadzwyczaj silna. Zgodziła się na propozycję. Jej myśli zajmowały jednak słowa Cola.

- „Wróć do Bradford, będzie ci tu dobrze…”



--------------------------------------------------------------------------------------------------

Rozdział ten pragnę z całego serca zadedykować Mani Młyn, Dziękuję Ci bardzo, słoneczko:)

środa, 12 marca 2014

Rozdział 39

*

Ruda weszła po cichu do swojego pokoju, było przed trzecią nad ranem, ale dziewczyna całkowicie pochłonięta była myślami, nie odczuwała zmęczenia. Usiadła na parapecie, lecz po chwili otworzyła okno i stanęła na nim, szybkim, zwinnym ruchem. Zaśmiała się niczym dziecko, które otwiera urodzinowy prezent. Na dworze było ciepło, czuć wiosną, bo w końcu nastał marzec. Schyliła się i usiadła, nogi przerzucając za okno i machając nimi rytmicznie. Ta radosna, optymistyczna część dziewczyny śmiała się do świata, przeżuwając listek mięty, zerwany kilka minut temu w ogrodzie, za domem. Natomiast ta, melancholijna, skłonna do ciągłych przemyśleń, przewidywań – miała dość codziennego życia, chciała wrócić do czasów liceum…
Gdzieś we wspomnieniach dziewczyny zaświtał piękny, czerwcowy dzień.

*dwa lata temu, Bradford*
~Cole~
Wyszedłem z domu, aby jak co dzień, nic z resztą nowego, nadrobić drogi, by iść po Allie. Słońce świeciło, pomimo godziny ósmej rano, dlatego na oczy wrzuciłem ciemne okulary, przy okazji przejrzałem się w szybie jednego z aut, zaparkowanych przy ulicy.
- Co to za przystojniak? – żartowałem w myślach, poprawiając, czarne rurki i gładząc ukochany t-shirt, który dostałem od Alls na urodziny. Na ramię zarzuciłem plecak, również koloru ciemnego, ponieważ chłopcom, jak powszechnie wiadomo, nie wypada w różowym paradować.
Na szczęście Evans nie mieszkała daleko.
Ja i Allie jesteśmy ze sobą bardzo blisko, bliżej niż brat z siostrą – w moim mniemaniu oczywiście. Świadomy tego, że jej rodzice są już w pracy, wszedłem do domu bez pukania i krzyknąłem:
- Buraku, dziesięć minut temu powinniśmy być w szkole!
Dziewczyna zjechała po poręczy, miała na sobie czarną, krótką sukienkę, nonszalancki bling bling i czerwone converse. Z wieszaka zdjęła czapkę, by uzupełnić starannie dobrany zestaw, przejrzała się w lustrze, jednocześnie malując usta malinową pomadką.
Okręciła się, jak prima balerina.
- Ta dam – i jak?
- Jest zjawiskowo – odparłem ze śmiechem i ciągnąc ją za rękę, ruszyłem w kierunku szkoły.

Kiedy otworzyłem drzwi klasy i posłałem uśmiech nauczycielowi, panu Draykowi, ten rzekł:
- Cóż, Cole, znów spóźnienie?
Ale za mną wszedł rozpromieniony Rudzielec, a na jej widok koleś całkiem się rozchmurzył.
- Przepraszamy, załatwialiśmy formalności z wychowawcą.
- Nic się nie stało, moja droga, w końcu jest już czerwiec, miesiąc, w którym możemy sobie pozwolić na luźniejszą atmosferę.
Allie zawsze miała chody u nauczycieli, ze względu na wysokie wyniki w nauce. Mruknąłem coś pod nosem.


*
Cole nie bardzo lubił przyjaciółek rudej. Ciągały ją wszędzie, choć wiedział, że ona darzy je sympatią i zaufaniem to i tak wolał mieć ją dla siebie. Ale dziewczyna zawsze znajdowała czas dla niego.
Koło godziny osiemnastej spotkali się przy skate parku, Lucas, Max, Alex, Nicole, Allie i oczywiście Cole. Siedzieli z boku, oparci o ławkę, na pustym placyku. Ktoś przyniósł ciastka,
a dziewczyny wpadły po zimne napoje do Starbuck’sa. Było wesoło, naturalnie, Nicole wypełniała atmosferę swoim śmiechem, kiedy Max uczył ją jeździć na deskorolce.
I było tak beztrosko, odprężająco, żadne z przyjaciół nie martwiło się jutrem.


Cole odprowadzał Allie, ale uznał, że dziś nie nacieszył się nią wystarczająco, tak więc – wpadł do jej domu na godzinkę.
Ewentualnie dwie godzinki – postanowił w myśli.
Uprzednio rozmawiając z jej rodzicami, którzy szykowali się na jakieś wyjście, często spotykali się ze znajomymi, a pani Made była na częstych wypadach na kawę z jego mamą, poszli do pokoju rudej.
Lubił to pomieszczenie. Idealnie oddawało charakter dziewczyny, pokój był przestronny, ale nie duży, w jasnych barwach i z wielkim oknem.

Nie robili nic szczególnego. Nie musieli. Oglądali filmy, robili sobie zdjęcia i nagrywali filmiki na vine. Niezmywalnymi markerami robili sobie ‘tatuaże’. To, że ze sobą przebywali było tak bardzo naturalne.



----------------------------------------------------------------------------------------

Mam nadzieję, że spodoba Wam się choć troche ten rozdział. 
Część z Colem pisałam nieco bardziej ... luźnym... stylem. Celowo. 
Co słychać Moje Drogie?

czwartek, 20 lutego 2014

Rozdział 38


*

Allie postanowiła wrócić do Bradford na kilka dni. Zayn jechał z chłopcami do LA, a ona nie chciała spędzać samotnie tego tygodnia. Kiepski nastrój i chęć zabawienia się rozpierały ją od środka.
- Cześć skarbie – powiedziała mama, kiedy wysiadła z samochodu. Zaczęła ją przytulać i ciągnąć za rękę do domu. Tata był jeszcze w pracy. – Zaparzę naszą ulubioną kawę i wszystko mi opowiesz – zawołała radośnie kobieta, cytując urywek reklamy. Rudzielec chwycił filiżanki i pomachał  nimi, jakby do taktu.
- Chwyt marketingowy? – uniosła brew ku górze.
Oglądając jeden z durnych teleturniejów, znanych w UK, Allie spowiadała się mamie… dosłownie. Opowiadała wszystko po kolei, ze szczegółami, o Zaynie, dziewczynach, a nawet o Jacku.
- Ciężka sprawa, pomyślimy nad tym później…
- Wydaje mi się, że nie ma nad czym myśleć – ruda wzruszyła ramionami. – wszystko leży w jego rękach.
- A jak czuje się Alex?
- Jest dobrze, ale mam nadzieję, że poczeka na mnie, aż wrócę – zaśmiała się w odpowiedzi. – Stęskniłam się za wami. Dlatego przyjechałam. Brakowało mi tego ciepła rodzinnego domu i waszego spokoju.
- Poetycko.
- A jak w pracy? W domu?
- Brakuje nam ciebie, Allie, tak szybko wyleciałaś z Bradford. Wszyscy twoi znajomi są jeszcze z rodzinami, mieszkają tu. Cole często zachodzi i pyta o ciebie. Mówi, że nie utrzymujecie kontaktu, a bardzo by tego chciał, pusto tu bez ciebie.  Ja i tata, radzimy sobie dobrze, praca, znajomi i czas leci, ale są wieczory, kiedy siadamy razem w salonie i…
Rudowłosa spojrzała pytająco na matkę.
- I jest tu tak cicho, dziwnie, wręcz nie naturalnie bez Twojego uroczego śmiechu, wesołych zagabywań, nowych żartów. Szybko dorosłaś. Mam poczucie winy, że zaniedbaliśmy twoje zdrowie, ale ty nic nam nie mówiłaś. ..
- Teraz jest dobrze – pochyliła się do kobiety i uścisnęła jej dłoń.


- Macie jakieś plany na wieczór? – dziewczyna zajrzała do sypialni rodziców.
- Dostaliśmy zaproszenie na kolację, ale postanowiłem ją przełożyć – odparł Thomas.
- Nie, idźcie. Ja też mam kilka spraw do załatwienia.
Szybko przeskoczyła kilka schodków, kiedy znalazła się w swoim pokoju, zaczęła zdejmować kremowy sweter i obcisłe spodnie. Automatycznie sięgnęła do torby po czarne legginsy i luźną koszulę. Zbiegła  przed drzwi i wrzuciła na stopy air maxy, a na wierzch ciemną kurtkę i czapkę, miała nadzieję, że nikt jej dziś nie rozpozna.
- Wychodzę! Nie czekajcie  na mnie wieczorem, będę późno, ciao.
I tyle było widać po Allie Evans.

Szła pustymi uliczkami z przewieszoną, czarną materiałową torbą, słysząc dźwięk powiadomienia w telefonie, zaklęła cicho i przystanęła, aby odczytać wiadomość.

Jesteśmy w LA,
Tak bardzo tęsknię,
Kocham,
Zayn xx

Bez wahania wystukała odpowiedź i popędziła dalej. Na szczęście Cole nie mieszkał daleko. Zapukała lekko do drzwi ze znaną wam już nieśmiałością. Otworzyła je mama Cola, Sam.
- Dobry wieczór, czy nie przeszkadzam?
- Allie? Boże, skarbie, wchodź! No, dalej, śmiało! – kobieta, która nadal była drobną brunetką zaczęła ją ściskać. – Tak dawno Cię nie widziałam… kiedy przyjechałaś?
- Kilka godzin temu, a pani wydaje mi się coraz młodsza.
Dziewczyna posłała jej gorący uśmiech, a kobieta roześmiała się i zaczęła dziękować. Po chwili na rudzielca spadła gromada komplementów, jaka to z niej dojrzała i piękna dziewczyna.
- Zjesz coś może? Już dzwonię po tego urwisa, żeby wrócił do domu.
Za kilka minut Cole wpadł jak tornado do domu, bo matka oświadczyła mu, że ktoś na niego czeka. Ale ostatnią osobą, której się spodziewał była właśnie Allie. Jego reakcja była natychmiastowa, zdecydowana, przygarnął dziewczynę do siebie, silnym ramieniem
i zamknął uścisk.
Sam przyglądała im się z lekkim rozbawieniem i czułością, widząc jak chłopak drży z podniecenia na przyjazd dziewczyny.


- Dlaczego przyjechałaś? – zapytał, kiedy już siedzieli u niego w pokoju i pili zimnego Sumersby. Dziewczyna zmrużyła oczy i odpowiedziała powoli.
- Wiem, jak zachowałam się w listopadzie, kiedy przyjechałam, wpadłam do Ciebie raz, potem na imprezę i odjechałam bez pożegnania. I zdaję sobie sprawę z mojego błędu. Ale chcę naprawić nasz kontakt.
Chłopak opuścił głowę, co wprawiło rudzielca w zakłopotanie, lecz po chwili uniósł wzrok i wypowiedział bezgłośnie ‘dziękuję’.

Tego wieczoru nie chcieli nigdzie wychodzić, wspominali czasy licealne i obgadywali znajomych ze szkoły. Przypominali sobie, jak to było, kiedy zachowywali się jak papużki nierozłączki.
Allie rozglądała się po pokoju Cola, nic się tu nie zmieniło – myślała. Nadal ‘centrum’ jego pokoju było ogromne łóżko, a tuż przy nim leżał puszysty dywan. Przy ścianie stało biurko, a na końcu pokoju szafa, w której Cole nie sprzątał od kilku lat, można tam było znaleźć wszystko.
- Pamiętasz, jak uczyłem cię ściągać? – wyrwał ją z zamyślenia. – zawsze się cykałaś.
- Za to ty nie myłeś się przez kilka tygodni, bo urządzaliście mistrzostwa, ‘kto wytrzyma najdłużej bez prysznica’.
- Nadal je urządzamy – zaśmiał się, oczywiście żartując, a ruda odsunęła się od niego, z miną w stylu ‘soo ugly’. – Wróć do Bradford – zmienił nagle temat. – Proszę, kończysz już studia, prawda? Mogłabyś mieszkać tu i pracować, miałabyś rajskie życie.

W głowie dziewczyny zagościło poważne pytanie – przyjaciółki i miłość w Londynie,
Czy czułe i swobodne życie z przyjacielem i rodziną w Bradford?

Po raz kolejny stanęła przed nią konieczność podjęcia trudnej decyzji. 



------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dobry wieczór! Co u Was, kochane?
Jeśli mogę Was o coś prosić to oto, abyście zajrzały na poprzedni post :)

wtorek, 18 lutego 2014

Możecie mnie zabić...

Postanowiłam kontynuować opowiadanie, co zaszkodzi, kiedy będzie ono nieco dłuższe od pozostałych?
Robię to między innymi z miłości do Was, bardzo Wam za wszystko dziękuję, jesteście najlepszymi czytelniczkami na całym świecie. A mianowicie... bloga będę pisać, dopóki mnie nie opuścicie i pomysłów mi nie zabraknie.
Zawaliłam trochę ostatnio pisanie,
z powodu nauki, ale też dlatego, że jestem znów chora, ale łażę do szkoły...
Pozdrawiam i całuję -
Wasz zasmarkaniec...

piątek, 24 stycznia 2014

Rozdział 37

*
Allie stała przed drzwiami do mieszkania Jacka. Nie potrafiła określić swoich uczuć, plątała się w nich, to wszystko było takie trudne… Nie potrafiła spojrzeć Jackowi w oczy, nie umiała powiedzieć mu po raz kolejny, że nie może liczyć od niej na nic więcej, prócz przyjaźni. Była za słaba.
Ale Walker drzwi nie otwierał, więc dziewczyna schyliła się, aby wsunąć przez przerwę między nimi a podłogą, krótki liścik. Nie oglądając się za siebie, zbiegła po schodach i wyszła na zatłoczoną ulicę Londynu. Natychmiast owiał ją zimny powiew wiatru, co sprawiło, że automatycznie okryła się szczelniej kurtką. Z czułością spojrzała na małego labradorka, maszerującego wiernie tuż przy jej nodze. Zgrabnie wymijali przechodniów, tuż do domu, ponieważ, niestety do szpitala, jak wszystkim z resztą wiadomo, zwierząt wprowadzać nie można było.
Dzisiejszy dzień był dla Rudowłosej tym pracowitym, więc gdy zaprowadziła Raylego do domu, od razu pognała do sklepu po owoce i sok dla Alexandry.
Pospiesznie wędrując między półkami, nieco niezdarna wpadła na jakiegoś chłopaka.
- Przepraszam… - podniosła na niego oczy, tym samym rozpoznając Jake’a. Tyle czasu minęło odkąd się widzieli!
- Alls! – zawołał uradowany, niemal ściskając dziewczynę w ramionach. – Tak dawno cię nie widziałem! Pisałem nawet, ale nie odpowiedziałaś, pomyślałem, że zmieniłaś numer.
- Faktycznie, w moim życiu ostatnio powstało takie zamieszanie, że sama mam problem z połapaniem się… co u ciebie?
- Wszystko w porządku, zmieniłem tryb życia – błysnął białymi ząbkami w uśmiechu. – No i myślę o tym, żeby wrócić do domu, Londyn nie jest chyba dla mnie.
Allie zmarszczyła czoło i popatrzyła na niego uważniej.
- Czekaj, czekaj… największy imprezowicz jakiego znam, opuszcza miasto, aby pomagać tacie w gabinecie? Coś mi tu nie pasuje!
Chłopak odparł śmiechem i zaczął tłumaczyć, że zrozumiał do czego prowadzi wieczne imprezowanie, chciał się ustatkować.
- Jake, to ty? Porwali cię kosmici? – dźgnęła go palcem w żebra, on znów zachichotał.
- Chciałbym, żebyś mnie odwiedziła w moim rodzinnym mieście.
Mówił poważnie, dlatego Evans, przeczesała włosy dłonią i zgodziła się z uśmiechem.
- Spieszysz się, leć, zadzwonię, jak już się ogarnę – powiedział, przytulając ją na pożegnanie.

I faktycznie poleciała – po piętnastu minutach drogi była u Alex.
- Jak się czuje przyszła mamusia?
Brunetka podniosła się do postawy siedzącej, obdarowała przyjaciółkę uśmiechem i zaczęła opowiadać o opiniach lekarzy i przygotowaniach.
- Jest w porządku, termin mam za dwa tygodnie, dlatego lekarze zdecydowali, żebym została tu do końca. Liam o mnie dba.
Ruda obróciła się przez ramię i spojrzała na uśmiechniętego chłopaka, wydawał być się taki dumny i szczęśliwy.
- Jak nasz Bad boy? – zapytał Allie, śmiejąc się.
- O co chodzi? – Alexandra nic nie wiedziała, bo dziewczyna wolała jej nie obciążać niepotrzebnymi sprawami. Porozmawiała chwilę z parą, ale uświadamiając sobie, która godzina, zebrała się szybko. Musiała podpisać kilka dokumentów na uczelni.


Tymczasem Jack, wrócił do domu z porannego treningu, a wchodząc do mieszkania, zauważył bladoróżową kopertę, podniósł ją z zaciekawieniem.
Zdjął pospiesznie kurtkę i usiadł na sofie, zaczął otwierać kopertę, jak gdyby była najdelikatniejszą rzeczą na świecie. W środku był krótki list.

Jack,
Sam wiesz, jak bardzo mi na Tobie zalezy. Lecz nie wszystko jest tak proste, jak może Ci sie wydawac, wyjechales, sama nie wiem dlaczego, a teraz wracasz i zadasz czegos wiecej…
Postrzebowalam Cie, podczas Twojej nieobecnosci, nawet nie wiesz jak bardzo. Potem napisales list o tym, jak mnie kochasz, lecz ja pragne twojej przyjazni, zrozum, chce przyjaciela, jestes nim, zawsze byles i proszę pozostan nim. Tak bardzo lakne Twej obecnosci.
Tesknie , jak nigdy…

                                                                                                                                                   Allie






-------------------------------------------------------------------------------------------------

Przepraszam, za tak długą nieobecność... 
Przyczyniło się do tego kilka czynników, między innymi grypa, z którą się teraz zmagam, ale podczas ferii, które własnie się zaczynają nadrobię zaległości. 
Mam do Was kilka pytań, a mianowicie.... :))
1. Czy podoba Wam się rozdział? 
wiecie także, że planuję koniec opowiadania, lecz, chcę wiedzieć -
2.  chciałybyście, abym pociągnęła dalszy wątek wydarzeń (kilka rozdziałów) czy może już mam pisać epilog?
Wasze zdanie bardzo się dla mnie liczy... Kocham Was i dziękuję za to, że jesteście. 
Chciałabym także podziękować marcie tomlinson za nominację, jednak postanowiłam, że po prostu nie czuję się na siłach w tym roku. Dziękuję kochana, to wiele dla mnie znaczy. 

piątek, 10 stycznia 2014

Rozdział 36

~Allie~
- Liam! – wrzasnęłam z całych sił, widząc ledwo przytomną Alex na tarasie. – Payne, do jasnej cholery, chyba nie chcesz wylądować w szpitalu, bo jeśli się tu nie zjawisz za…
- Co się stało? – wychylił się za drzwi, lecz nie musiałam mu tłumaczyć.
Nie wiem kiedy, nie wiem jak, ale wszystko działo się ta szybko, że całe towarzystwo siedziało w autach i jechaliśmy do szpitala. Błagam Alex, wytrzymaj…
- Co się dzieje, kochanie? Halo? – zdenerwowany Liaś siedział razem z nią na tylnym siedzeniu naszego bmw, odwróciłam się w jego stronę.
- Jest jej słabo, mdleje. Spokojnie, spróbuj cały czas z nią rozmawiać – w tym momencie odwróciłam się do Zayna – proszę, jedźmy szybciej.
Niemal cały Londyn pochłonięty był sylwestrową zabawą tak więc spotkaliśmy się z dość rzadkim przypadkiem – brakiem korków.
- Robię, co mogę – powiedział cicho Malik, a mi nagle ciśnienie się podniosło ‘robię, co mogę’. Zirytowana uderzyłam nogą w fotel.
- Hej, przecież to nie moja wina – warknął mulat, już miałam mu odpyskować, ale odszukał moją dłoń i uścisnął ją mocno, zaczęłam się rozluźniać.
Tymczasem z tyłu samochodu Payne prowadził cichą konwersację z mdlejącą Alexandrą, była blada i bolał ją brzuch. Na widok słabej przyjaciółki moje serce się kroiło.
Ale Malik nie próżnował i po chwili podjechaliśmy pod szpital. Wybiegłam z auta, aby zaraz powrócić z pielęgniarkami i lekarzem, którzy zawieźli Alexandrę na salę.
Czekaliśmy na korytarzu, siedząc. Nikt nie wiedział co się dzieje.
- Tak właściwie… to co się stało mamuśce? – szepnął mi do ucha Niall.
Ordynator wyszedł z Sali.
- Zapraszam panie Payne, zrobimy  usg – nie miał niezadowolonej miny, uśmiechał się miło, a na mój widok mrugnął okiem, od razu zrozumiałam, że wszystko jest w porządku.
Siedzieliśmy dość długo na podłodze w poczekalni. Nicole i Louis wrócili do domu, zostałam już tylko ja, Harry i Zayn. Liam wyszedł do nas na chwilkę.
- Dobrze, wszystko jest dobrze. Dziękuję wam, Allie, dzięki. Idźcie do domu, przepraszam, że przez nas nasz sylwester się nie udał.
- Odbijemy to sobie – odparł uśmiechnęły Niall.
- Pewnie – poparłam go. – Możemy coś dla was zrobić?
- Nie, pomogliście mi wiele, zostaniemy sami.
Lecz kiedy chłopak wrócił do Sali, uznaliśmy, że przecież i sam Liam ledwo stoi na nogach, a Alex samej nie zostawimy. Postanowiliśmy, że nakłonimy go niedługo do powrotu do domu. Ja i Hazza zostaliśmy w szpitalu.
Zayn zmarszczył czoło, nie wyglądał na szczęśliwego, ale przyznał nam rację, pocałował mnie czule i powiedział, że przyjdzie po nas za kilka godzin. Zostaliśmy z Loczkiem sami.

*
Zayn nie chciał podważać decyzji Allie, darzył ją zaufaniem, pojechał więc do domu bez słowa. Wracając jechał powoli, cały czas myśląc o jego dziewczynie i o tym, czy już do końca będą razem, czy może rudowłosa go zostawi… ale odrzucał od siebie niebezpieczne myśli. Wysiadł szybko z auta, ale widok Jacka siedzącego na schodach przed jego domem wcale nie poprawił mu nastroju.
- Co ty tu robisz? – syknął. – Zapomniałeś o naszej rozmowie sprzed dwóch miesięcy?
- Allie mi nie odpisywała, chciałem się z nią zobaczyć.
Ton jego głosu, zarówno jak i uśmiech był bezczelny. Malik czuł przyrost miłości do Alls, nie odpisała mu, nie chciała mieć z nim nic wspólnego.
- Nie przyszło ci na myśl, że ma cię dość? Że nie chce mieć już z Tobą nic wspólnego?
- Czyżby? – odrzekł piłkarz lekceważąco. Zayn zmierzył go wzrokiem, Jack wydawał mu się jeszcze wyższy i bardziej rozrośnięty. Walker co prawda, zmężniał, ale i wyprzystojniał, a dziś ubrany był w czarne jeansy i ciemną kurtkę, wyglądał naprawdę bardzo dobrze.
- Ona tobą gardzi, rozumiesz? Już się dla niej nie liczysz, wynoś się stąd.
Jeszcze kilka miesięcy temu Jack wyszedłby z posiadłości mulata, ale tym razem stał jak wmurowany w ziemię. Nie zamierzał odejść.
- Przepraszam bardzo, masz może kłopoty ze słuchem? – warknął Zayn, a na twarzy Jacka znów pojawił się kpiący uśmiech.
- Myślisz, że tylko ty jej pragniesz? Nie, ona nie będzie wiecznie twoja, zapamiętaj moje słowa.
Malik nie wytrzymał, ruszył z impetem na chłopaka, uderzając go mocno z prawej pięsci w twarz. Zmieszany nagłym obrotem akcji Walker, otrząsnął się dopiero po chwili, aby zadać Zaynowi cios w brzuch. Mulat klęknął z bólu, ale kopnął Jacka w kostkę, ten stracił równowagę.

Po kilku godzinach rudzielec wracał do domu, jej czuwanie się skończyło. Nie chciała dzwonić po Zayna, część drogi przejechała autobusem, a pozostałą przeszła spokojnym krokiem, niemal zasypiając.
Zadowolona weszła do domu.
- Hej, Zayni! – krzyknęła w progu, zaczęła zdejmować płaszczyk, gdy zza rogu wyszedł Malik, z podbitym okiem i rozdartą wargą. – Co się stało?
Zayn, jakby niewzruszony bólem, oparł się o ścianę i uśmiechnął najładniej, jak potrafił.
- Tylko na mnie nie wrzeszcz. Obiecaj.
Dziewczyna pokiwała z niezrozumień głową. O co chodziło?
Przeszła do kuchni i zaczęła szukać apteczki, zaprowadziła Zayna na kanapę, położyła jego głową na swoich kolanach i zaczęła go opatrywać. W tym samym czasie mulat opowiadał, jak to przyszedł Jack, zaczął go prowokować i o przebiegu bójki. Kiedy zakończył zdawanie relacji spojrzał na Allie, miała rozjaśnione oczy, a usta rozciągał jej się w uroczym uśmiechu.
- Dziękuję Zayn. Za wszystko.
- Nie jesteś zła? – odparł szczerze zdziwiony i podsunął się bliżej niej.

- Skądże… mam nadzieję, że dałeś mu popalić i nie wróci.



------------------------------------------------------------------------------------------------
Witam moje kochane, co u Was?
Chciałam Wam bardzo, bardzo serdecznie podziękować za to, że jesteście ze mną. Kocham Was mocno!
Domyślacie się chyba, że opowiadanie dobiega końca...:)