sobota, 7 września 2013

Rozdział 15


~Allie~

Jadąc do Bradford cieszyłam się jak małe dziecko.

Podróż minęła mi bardzo szybko, nawet nie wiem kiedy – znaleźliśmy się przed domem moich rodziców.
- Jesteśmy, witaj domku – mruczał Zayn, wyciągając kluczyki ze stacyjki samochodu.
Na taras wyskoczył tata, a zaraz za nim mama.
-O, patrz, kto przyjechał!
Rodzice zaczęli mnie przytulać. Jestem jedynaczką, zawsze traktowali mnie jak małe dziecko, a ja mam przecież dziewiętnaście lat!
- Ale się cieszę, że jesteście – zawołała mama. – Co za niespodzianka!
Tata z Zaynem zanieśli walizki do środka, ja w tym czasie przygotowywałam z mamą herbatę, kroiłam ciasto.





*

Allie rozejrzała się po domu.
- Hm, nie ma mnie dwa miesiące, a tu już tak się pozmieniało?
Pani Evans odpowiedziała śmiechem.
- Zrobiliśmy mały remont. Idź, obejrzyj, powiesz, czy Ci się podoba.
Natychmiast pobiegła na górę. Sypialnia była naprawdę piękna, rodzice zawsze mieli dużo pieniędzy. Byli dyrektorami jednych z największych firm biznesowych w Anglii.Nic więc dziwnego, że dom prezentował się w tak świetnym stanie.
Gabinet taty także był odnowiony. Nowe mahoniowe biurko, regały i komody oraz duży skórzany fotel – pokój był prosty, a zarazem szykowny i bogaty.
W pokoiku gościnnym Ruda odnalazła duże łóżko i jasne, ładne meble. Nie było w nim dużo dodatków, tu i ówdzie stał kwiat doniczkowy, czy ozdobne pudełko.
Półki w garderobie lśniły nowością, Allie dotykając ich stwierdziła, że rodzice nie pożałowali pieniędzy na dobrego stolarza. Mama zawsze uwielbiała mieć wszystko dopracowane, dokończony każdy mały detal. Odziedziczyła to po niej.
Stanęła przed białymi drzwiami do swojego pokoju. Uchyliła je delikatnie. Nic się w nim nie zmieniło. W pomieszczeniu determinowała biel, jedynym akcentem był jasny szary kolor poduszek, doniczki i ramek na zdjęcia. Śnieżnobiałe meble i w tej samej barwie łóżko stały naprzeciwko siebie, pokój nie był duży, lecz wystarczająco przestronny.





Ruda otworzyła szafę, nadal było tam trochę jej rzeczy, które celowo zostawiła na przyjazdy do domu, nie lubiła zabierać z Londynu do Bradford wszystkich swoich rzeczy. Wolała jechać do rodziców ze świadomością, że w szafie znajdzie wygodne dresy.
Wyciągnęła z niej ulubiony kremowy sweter z delikatnego materiału, nadal pachniał lawendowym płynem, zdjęła koszulę i wsunęła go na siebie z lubością. Zajrzała do komody, była niemal pusta, znajdowało się w niej jedynie kilka książek i szkolny plecak, który nosiła do liceum, wyjęła go z szafki.
I nagle uderzyły ją wspomnienia, wesołe lata szkolne. Przypomniała sobie te radosne wycieczki, w których największą atrakcją (nawet w liceum!) była długa jazda autokarem. Uśmiech mimowolnie rozbłysnął się na jej ustach, kiedy w myślach pojawili się koledzy ze szkoły, te miłe dziewczyny, które zagadywały ją na korytarzu, chcąc uzyskać jakąś wskazówkę. Zimowe wieczory spędzone przed laptopem, kiedy doradzała koleżankom na temat chłopców. Tam, w Londynie miała prawdziwych przyjaciół, na których mogła liczyć, ale teraz, siedząc w swoim własnym pokoju w rodzinnym mieście zatęskniła za tamtymi czasami. Jej młodość mijała z każdą sekundą, powoli, acz nieuchronnie. W głowie zabłysła myśl, iż ona, Allie zakuwa z Nicole i Alexandrą na studiach, a starzy znajomi w tym czasie bawią w najlepsze na imprezach, pozostawiając naukę na potem, odkładając ją na dalszy plan.
Do pokoju wszedł Zayn, widząc swoją dziewczynę ze zdjęciem klasy licealnej w ręku, przykucnął i chwycił jej podbródek, tak, aby patrzyła mu w oczy. Dostrzegł w nich tęskny wyraz, uczucia zamglone przez pryzmat czasu.
- Tęsknisz, prawda? – zapytał troskliwie. On sam czasami wracał wspomnieniami kilka lat wstecz, jednak nie zatapiał się w nich długo. Kochał swoją rzeczywistość: Allie i One Direction.
- Trochę, sama nie wiem dlaczego. W Londynie mam Ciebie, dziewczyny i chłopców, Jacka – rzekła cicho. – Nie powinnam tęsknić.
- Powinnaś, bo jest za czym.
Usiadł koło niej na łóżku, trzymając jej dłoń.
- W Londynie na pewno czujesz się trochę samotna. Z dziewczynami widzisz się prawie codziennie, ale nie jest to samo, co kiedyś. W liceum spędzałyście ze sobą całe dnie: najpierw szkoła, a potem wypady na miasto. A ja dokładam ci tego wszystkiego, bo wyjeżdżam w trasę. Owszem, masz Jacka, który muszę przyznać dba o ciebie dobrze, kiedy mnie nie ma.
- Masz rację – przyznała Rudowłosa, chcąc być szczerą. – Kiedyś miałam na co dzień rodziców i dziewczyny, do tego też dochodzili znajomi ze szkoły.
- Właśnie tak jest, miałaś co robić, a teraz możesz czuć się trochę samotna.
Ruda wstała z łóżka i posłała całusa w kierunku chłopaka.
- Chodźmy, czekają na nas.

W salonie tak jak przewidywali -  siedzieli rodzice Allie.
- No, opowiadajcie – zachęciła Pani Evans.
- Daj im spokój, Made – zaoponował jak zawsze pogodny Thomas. – Niech dzieciaki trochę odpoczną.
Lecz mama była tak ciekawa, nie było innego sposobu, jak odpowiadać na jej pytania. Było ich sporo, mimo tego, że wiedziała, iż są parą i razem mieszkają. Rodzice Zayna także wiedzieli.
Po paru minutach i jego rodzice dołączyli. Kiedy mama wreszcie wypuściła Malika z objęć również zalewała ich pytaniami.
W końcu zaprzestały i w szóstkę prowadzili luźną rozmowę.
- A ja zawsze wiedziałam, że jak dorośniecie będziecie razem! – zawołały jednocześnie Made i Patricia.
- Cóż za zgodność – szepnęła Allie do ucha Zaynowi, ten zaśmiał się cicho.
- Trzeba przyznać, pasujecie do siebie – rodzice już dawno doszli do tego wniosku, jednak dopiero teraz wypowiedzieli te słowa. Właściwie to od zawsze ich mamy rozmawiały, że Zayn i Allie z pewnością będą parą. Cóż, nie myliły się.
- To kiedy zostanę babcią? – zagadnęła Patricia.
Mulat i Rudowłosa wymienili rozbawione spojrzenia.
- Mamo, mamy czas – rzekł Malik, obejmując swoją dziewczynę.
- Dlaczego? Moim zdaniem powinieneś brać się do roboty – uznała Pani Malik, upijając łyk kawy.
- Myślę, że mają czas. Tricia, przyznaj, że praca Zayna zbytnio na to nie pozwala – wtrącił Thomas, ojciec Rudej. - Chłopcy są w największym rozwoju kariery, a Allie idzie dopiero na drugi rok studiów.
- No tak, masz rację, jeszcze trochę poczekajmy – zgodziła się w końcu.
A Rudzielec posłał tacie uśmiech pod tytułem ‘dzięki, jesteś wspaniały’.
Teraz to tata Zayna zapytał:
- Kiedy wyjeżdżasz? – skrzywił się przy tym lekko, on także tęsknił za synem.

- Za trzy dni – chłopak ścisnął Allie za dłoń. – Nie będzie mnie miesiąc, potem mam kilku dniową przerwę i lecę do LA na kolejne trzydzieści dni.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Rozdział jest nijaki. Dosłownie. Jakoś ciężko mi było go napisać. Cóż, nie podoba mi się :cc

Jak pierwsze dni szkoły, kochani? 

Proszę o choćby najmniejsze słówko ( jestem osobą doceniającą krytykę! ) na temat rozdziału, będzie to wielka motywacja na napisanie następnego rozdziału :))

poniedziałek, 2 września 2013

Rozdział 14

*

Dwa dni po wyjściu Allie ze szpitala Zayn zorganizował dla niej małą niespodziankę.
- Zrób się na bóstwo – zarządził. – Przyjadę po Ciebie za dwie godziny. Na łóżku w sypialni leży prezent.
I zniknął w drzwiach. Dziewczyna słyszała już tylko jak odpala samochód i odjeżdża.
- Co on znowu wymyślił? – powiedziała sama do siebie, idąc do łazienki.
Wzięła gorącą kąpiel. Odprężyła się i jej nastrój poprawił się znacząco, była już w doskonałym humorze, kiedy balsamowała ciało. Tonikiem i żelem odświeżyła twarz, pudrując ją delikatnie, po czym użyła tuszu do rzęs. Tym razem zdecydowała się na szminkę, koloru soczystej czerwieni. Leciutko rozprowadziła róż po policzkach, decydując, że teraz zajrzy do pudełka leżącego na łóżku.
Białe pudło samo już wyglądało zachęcająco, jednak Rudowłosa przestraszyła się, widząc na nim logo Coco Chanel. Była kobietą uwielbiała suknie z tej firmy, ponadto Allie zawsze kochała samą Chanel jak i jej linie milionów ubrań. Była także świadoma jak drogie były owe sukienki, dlatego miała tylko kilka rzeczy tej firmy. Nie chciała, aby Zayn wydawał na nią pieniądze, które sam ciężko zarabiał. Lubiła być niezależna.
Delikatnie podniosła pokrywkę, a jej oczom ukazała się zniewalająca pudrowo różowa króciutka sukienka. Westchnęła lekko, dotykając błogiej tkaniny ubrania. Była piękna.
Pobiegła do łazienki, żeby zakręcić włosy w fale. Kiedy uzyskała pożądany efekt, zsunęła z siebie cienką koszulkę. Założyła białą, koronkową bieliznę i wsunęła na siebie sukienkę. Szybko wskoczyła w białe szpilki, jednocześnie zakładając srebrną, subtelną bransoletkę na rękę.
Kiedy przeglądała się w lustrze, ze zdziwieniem odkryła błysk pewności siebie w oczach. Nigdy nie była próżna, ale teraz sama przyznała, że wygląda ładnie.
Usłyszała jak do domu wchodzi Zayn, krzyknął z dołu.
- Jestem! Już gotowa?
Nic nie mówiąc zaczęła schodzić powoli po schodach, Malik, który właśnie popijał wodę, zakrztusił się na jej widok. Stał chwilę z otwartą buzią. Z ust Allie wydobył się melodyjny śmiech.
- Brak mi słów – wyszeptał. – Chodź tu, księżniczko.
Przygarnął ją ramieniem.
Pociągnął ją w kierunku drzwi, trzymając za rękę.
Wyszli z domu w kierunku ich ulubionego parku. Mulat zawiązał jej oczy bandanką.
- Ej, ja się tak nie bawię! – zdążyła krzyknąć dziewczyna.
Nie czuła dotyku Zayna, przestraszyła się troszkę.
- Hm, proszę odwiąż mi tą chustkę, zaraz się o coś potknę i… - nie dokończyła, czując, iż jej nogi unoszą się w górę.
- Nie martw się, zadbam o ciebie jak nikt inny – powiedział jej cichutko do ucha.
- Jestem ciężka, dam radę iść sama – zaoponowała, myśląc z obawą, że Malik uzna, że jest ciężkim klockiem.
- Leciutka jak piórko.
W tym momencie podrzucił ją delikatnie do góry, aby zaimponować dziewczynie siłą.
- Bad boy – westchnęła teatralnie Ruda.
Chłopak postawił ją na ziemi i ściągnął delikatnie opaskę.
Oczom Allie ukazały się świeczki. Dużo świeczek. Mnóstwo różowych świeczek, którymi ozdobiony było most, gdzie Zayn ją pocałował po raz pierwszy. Z boku rozłożony był koc, na którym leżały owoce i wino.
- To.. jest piękne. Nie mogę uwierzyć własnym oczom! – westchnęła Rudowłosa, wyraźnie nie kryjąc zachwytu.
Minuty, przeradzające się w godziny mijały szybko, Zayn i Allie pochłonięci sobą, zdawali się nawet nie zauważać panującego mroku.
- Co ty na to, aby pojechać do Bradford? – zaproponował Malik. Wiedział, że dziewczyna się ucieszy.
- Mówisz poważnie? – zaszczebiotała.

- Tak.. ale tylko, jak dostanę podziękowanie – mulat wskazał palcem na policzek, Ruda zbliżyła usta do jego twarzy, a on przekręcił głowę w ostatniej chwili, pocałowała go w usta. Pociągnął ją za sobą i w trakcie pocałunku usadowił na swoich kolanach. 






-------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wraz z powrotem do szkoły, na małe umilenie dnia mam dla Was rozdział 14.
Obiecuję, że następny będzie dłuższy, jednak pojawi się on przy większej ilości komentarzy! :))
Jakie są wasze ulubione wspomnienia z wakacji?

czwartek, 29 sierpnia 2013

Rozdział 13

~Zayn~
Czekałem, aż Allie obudzi się po operacji. Ustawiałem na jej stoliku soki i owoce.
Kątem oka widziałem jak przeciera pięścią jedno oko. Potem drugie. Kiedy się odwróciłem już siedziała na łóżku.
Do pokoiku weszła pielęgniarka ubrana w biały fartuch. Mimo około pięćdziesięciu lat rysy jej twarzy były delikatne, a buzia okrągła i wesoła. Widać, że ta praca była jej powołaniem.
- Panienko Evans! – zawołała pełnym, ciepłym głosem. – Natychmiast proszę się położyć.
- Nudno tak cały czas leżeć lub spać – zaprzeczyła rudowłosa ze słodkim uśmiechem małej dziewczynki. Zaśmiałem się na ten widok. Po chwili jednak poczułem ukłucie serca, widząc jak luźna jest biała koszulka na jej szczupłym ciele, a wygodne spodnie od piżamy co chwilę zsuwały się jej z bioder.
- Wyjątkowy okaz! – śmiała się pielęgniarka. – dziewczęta w twoim wieku leżą i czytają kolorowe czasopisma.
Allie wydęła usta.
- Jest gdzieś tu blisko oddział dziecięcy? Mogłabym tam zajrzeć?
- Do końca korytarza i w lewo. Ale wybierze się tam panienka, kiedy odłączymy kroplówkę.
I miła pani w fartuchu wyszła, mówiąc coś o lekach.
Przytuliłem moją dziewczynę. Do pokoju weszli chłopcy wraz z dziewczynami. Każdy witał chorą buziakiem w policzek.




- No, jak się czujesz?! – zawołał głośno Horan.
W drzwiach pojawił się lekarz, który syknął na nasz widok.
- Więcej was matka nie miała? – burknął. – Allie nie potrzebuje teraz wrzasków tylko spokoju – wskazał na dwie kroplówki. – Przykro mi, ale muszę prosić was o opuszczenie tego pomieszczenia.
- Proszę, to moi przyjaciele, niech zostaną – uśmiechnęła się tak uroczo, iż byłem pewien, że serce młodziutkiego lekarza rozpłynęło się na ten widok. To dlatego mówił jej po imieniu!
- Dobrze, ale tylko na pół godzinki, pod warunkiem, że będziecie cicho.
Zniknął gdzieś w głębi korytarza.
Dziewczyny szepnęły podniecone.
- Rany, co taki przystojniak robi w szpitalu? On się tu marnuje!
Ruda zachichotała, wcale nie zdziwiona reakcją przyjaciółek.
- Jeszcze tu nie pracuje – zaczęła tłumaczyć. – Jest na medycynie, od trzeciego roku są same praktyki. Siedzi więc w szpitalu tyle, co normalny lekarz i wszyscy biorą go za profesjonalnego doktora.
- A ty skąd tyle o nim wiesz? – powiedziałem z przekąsem. Przyjaciele się zaśmiali, a Allie mruknęła.
- Tak się składa, że muszę wiedzieć, kto robi mi operację.
Skarciłem się w myślach, kurde, jestem zbyt impulsywny. Czepiam się jej nawet o lekarza. Faktycznie, potrzebowała takich informacji, bo przecież nie był to zwykły zastrzyk, czy zabieg.
- Jak się trzymasz? – zagadnął ją Hazza.
- Jest okej – posłała w jego kierunku miły uśmiech. – Mam już dość leżenia, chcę trochę pobiegać!
- Ani mi się waż! – zawołała oburzona Alexandra.- Najpierw wyjdziesz ze szpitala, potem robisz sobie dwa miesiące przerwy od sportów.
- Doprawdy? – Ruda uniosła zaczepnie jedną brew u góry.
- Mam coś dla nas! – zawołał Niall, wyjmując z małej torby papierowej cztery tabliczki czekolady. Dwie z nich dał Allie.
- A dla nas?
- Eeee, nic z tego! – odparł blondynek.
- Daj spokój Liam – poklepał go po ramieniu Louis. – Horanek jedzeniem podzieli się tylko z Rudzielcem.
Nialler i Rudowłosa uśmiechnęli się do siebie szeroko.
 Michael, bo tak nazywał się ten student wrócił za czterdzieści minut, mierząc nas wzrokiem.
- Nie powinno już tu was być.
Dziewczyny coś zaczęły do niego burczeć, na co ten zaostrzył ton głosu, przypominając o kroplówkach i zdrowiu Rudzielca. Już chcieliśmy się z nią zacząć żegnać, ale atmosfera była napięta. Pseudo lekarzyk stał przy jej łóżku, gapiąc się na każdy nasz ruch.
Allie zwinnym ruchem sięgnęła po marchewkę ze stolika i przegryzając ją, powiedziała wesołym tonem.
- No, co jest doktorku?
Wszyscy śmiali się głośno, nawet Michael. Pożegnałem czule dziewczynę, reszta też obdarowała ją buziakami i wyszliśmy.

~Allie~
Byłam naprawdę bardzo zmęczona, kiedy moi kochani przyjaciele wyszli. Postanowiłam skorzystać z rady Michaela i trochę pospać.
Obudziłam się po trzech godzinkach. Ból kręgosłupa nie był już tak palący, brzuch też zaczął mniej boleć. Poszłam się umyć, a kiedy wzięłam prysznic wsunęłam na siebie legginsy i miękki szary sweterek. Włosy rozpuściłam, aby spływały mi prostymi pasmami po plecach. Chwyciłam czarną torebkę i wyszłam ze szpitala.
Niedaleko niego był niewielki market, w którym kupiłam cukierki i kilka pluszowych misiów. Szybko wróciłam do mojego małego pokoiku w szpitalu, nei czując się już tak dobrze, jak przed wyjściem. Zdjęłam buty, jednocześnie zamieniając je na różowe kapcie, które przywiózł mi Zayn, twierdząc uparcie, że mam je nosić. Wzięłam torbę z pluszakami i ruszyłam w kierunku oddziału dziecięcego.
Ta część szpitala z pewnością różniła się od pozostałej. Od wejścia uderzyły mnie jasne kolorowe barwy i stoliki z zabawkami.
Weszłam do pokoju, w którym leżał pięcioletni chłopiec, Danny, bo tak głosiła tabliczka przy jego łóżku. Nieśmiało zerknęłam na malucha, jednak on podbiegł do mnie uradowany.
- Łał! – zawołał. – Chodź, proszę, proszę . Wejdź.
Danny był naprawdę śliczny, miał brązowe włosy i oczy w kolorze lazurowej wody. Zaczął opowiadać mi o sobie, tak jakbym była jego sąsiadką, czy jakąś znajomą.
- Fajnie jak ktoś Cię odwiedza – mówił smutnym głosem, od razu zrozumiałam, że nie często ma gości. Wcześniej był wesoły, a  teraz nagle zmarkotniał.
- Często ktoś do ciebie przychodzi? – zapytałam cicho, bo wiedziałam, że ten temat może być dla niego krepujący.
- Nie – pokręcił energicznie główką. – Nie mam rodziców. Jestem tu codziennie, od zawsze. Mam białaczkę.
- To naprawdę przykre – nie wiedziałam jak się zachować. Biedny maluch, było mi go tak bardzo szkoda. Po moim policzku spłynęła łza. Ile jest takich samotnych dzieciaków?
Nagła zmiana nastroju chłopca była zadziwiająca, uśmiechnął się radośnie, ponownie mnie zagadując. Danny był silny, przyzwyczaił się do bólu.
- A ty? Czemu tu siedzisz?
- Miałam operację na brzuch – wytłumaczyłam słowami, które zrozumieć mógł pięciolatek. Przecież ‘niedrożność jelit’ byłaby dla niego zagadnieniem niewyjaśnionym.
- Bolało? – zapytał, wyraźnie zainteresowany. Pogłaskałam go po lśniących włosach.
- Tylko trochę – skłamałam. Podałam mu szarego misia i cukierki. – To dla ciebie, prezent ode mnie.
Maluch rzucił mi się na szyję, ściskając mocno.
- Dziękuję.


*
Allie wróciła do pokoiku, jednak widząc w nim pielęgniarkę zaklęła cicho pod nosem.
Dobrze chociaż, że to ta miła pani – pomyślała.
- Wiem, gdzie panienka była – zaczęła pierwsza miękkim głosem. – Masz dobre serduszko, moja droga. Lecz nie wolno poświęcać własnego zdrowia dla innych.
- Innym należy poświęcać czas, bo Oni nie dostają Go wystarczająco – odparła zgryźliwie dziewczyna, jak gdyby to była jej wina, że Danny ma białaczkę.
- Skarbie – powiedziała pani w fartuchu łagodnie, głaszcząc ją po głowie. – Nic nie poradzisz na cierpienie innych. Nie uratujesz chłopca, a tym bardziej całego świata, mimo szczerych chęci. Owszem, dzięki tobie maluch zaznał troszkę czułości i rozkoszy, ale jego czas już się kończy.
- Naprawdę? – zapytała, a jej oczy zachodziły łzami. To niesamowite, widziała tego chłopczyka pierwszy raz w życiu, a jej serce rwało się aby tylko być przy nim.

Pielęgniarka pokiwała smutno głową, wychodząc z pokoju.




------------------------------------------------------------------------------------------------------
Uffff, jesteście szaleni! Nigdy nie pomyślałabym,że ten rozdział przyjdzie wstawić mi tak szybko!
Dziękuję za komentarze i proszę, nie zostawiajcie mnie :*
Jutro wybieram się na TIU, hm, już nie mogę się doczekać!
A Wy jak spędzacie trzy ostatnie dni wakacji? :))

Moje czytelniczki :*

Pomyślałam, że warto dodać notkę, która nieco bardziej pozwoli zrozumieć wam wątek. Mianowicie:
*
-  Walker jest postrzegany jako samolubny przystojniak, a nie jest taki w żadnym calu. Jack może i jest nieco pewny siebie (lecz bardziej takiego zgrywa), ma swoje specyficzne poczucie humoru. Tak naprawdę bardzo kocha Allie i zrobiłby dla niej wszystko - Nie spisujcie go na straty! ;)

- Ruda jest chora, ale w jej życiu zaraz pojawią się kolejne problemy. Nie chcę, żebyście uważały, że jest to jakaś perfekcyjna dziewczyna. To normalna dziewiętnastolatka, która wzamian za swoją urodę i dobry charakter zmaga się z innymi problemami.

- Zayn darzy Allie ogromnym uczuciem, a o Jacka jest cholernie zazdrosny. Boi się, ze przystojny piłkarz może spodobać się Rudej.

* Jesli macie jakieś pytania, to odpowiem na nie pod tym postem :))

* Jeszcze tylko trzy komentarze i rozdział 13! :*

środa, 28 sierpnia 2013

Rozdział 12

*

Allie obudziła się w szpitalnym łóżku. Otworzyła oczy, tylko po to, by zaraz je zamknąć, światło mocno ją raziło. Zmrużyła więc piwne oczy, patrząc na Zayna, siedzącego przy posłaniu. Trzymał jej delikatną, porcelanową dłoń w swojej dużej pięści. Musnął ustami opuszki jej palców.
- Uf, jesteś ze mną – szepnął.
- Co się stało? – zapytała równie cicho, acz niepewnie.
- Zemdlałaś, zawiozłem cię do szpitala – jego głos zaczął nabierać troskliwego tonu. – Dlaczego mi nie powiedziałaś, że tak bardzo boli cię brzuch? Lekarze porobili badania – zawiesił głos. – Masz niedrożność jelit… czeka cię operacja.
- Wiem.
- Wiesz? – głos mulata nagle stał się pobudzony, jego oczy zalśniły.
- Żadne leki już mi nie pomagały, musiało to być coś gorszego.
- Mówisz o tym tak spokojnie?! – Malik był poirytowany, pokręcił głową. – Jaki ja jestem tępy! To dlatego tyle czasu spędzałaś w swoim pokoju. Ty po prostu ukrywałaś przede mną cierpienie.
Dziewczyna przytaknęła.
- Kocham Cię, rozumiesz? – zaczął rozmowę inaczej. –  I nic tego nie zmieni.
Ona w odpowiedzi kurczowo złapała jego szarą koszulkę i pocałowała go namiętnie. Kiedy oderwali się od siebie, Rudej nie przeszkadzał już nawet ból, ważne, że miała jego.

Tymczasem Alexandra i Nicole wędrowały po południu do szpitala, w którym leżała ich przyjaciółka. Jak zwykle w kiepskich humorach, kiedy Allie coś się stało.
- Jesteśmy przyjaciółkami. Powinna nam o tym powiedzieć! – świadome były sytuacji, ponieważ dzwoniły dziś do Zayna.
- Znasz ją – mruknęła Alex. – Nigdy nie chce zawracać nam głowy.
- Ale nam ciągle pomaga! – powiedziała Nicole.
- Przecież wiem.
Weszły do szpitala, skierowały kroki do pokoiku Rudzielca, uprzednio pytając pielęgniarki o jego numer. Weszły do środka, pukając cicho w białe drzwi.
Allie leżała na łóżku, w błękitnej luźnej koszulce i krótkich szarych spodenkach. Była blada, zmarnowana, ale po jej twarzy błąkał się uśmiech. Alexandry i Blondynki wcale nie zdziwiło to, że mimo pobytu w szpitalu Allie włosy miała związane w perfekcyjnego kłosa, śliczną, czystą cerę i czyściutkie skarpetki. Zawsze taka była, pachnąca i świeża – pomyślały dziewczyny z wesołym uśmiechem.
- O, widzisz, Zayn? – zawołała Rudzia, widząc przyjaciółki. – Możesz już iść do domu. Poradzę sobie.
- Ani mi śni! – odpowiedział hardo, przysuwając się do niej jeszcze bliżej.
- Daj spokój, zajmiemy się nią – namawiała go Nicole. W końcu po długich negocjacjach pojechał do domu się przespać. Wcześniej oczywiście trzy razy pożegnał się z ukochaną, przestrzegając ją i czule całując w czoło.
Po jego wyjściu Ruda dostała jeszcze wykład morałów od koleżanek.
- I żeby mi to było ostatni raz! – mówiła Alex, grożąc jej palcem.
Allie potakiwała lekko głową, czując jednak coraz większe rozbawienie.
Potem zaczęły się wygłupiać i rozmawiać, ich obecność była naturalna, tak jak oddychanie, spędzanie ze sobą czasu nie wymagało od nich żadnego wysiłku.
- No jak tam z Zaynem? – zagadnęła Nicole. – Pewnie wesoło, grr – żartowała.
- Zamknij się – rzucił jej Rudzielec, zamykając koleżance buzię. – Bez takich!
Ta tylko wymieniła z Brunetką spojrzenie, co nie uszło uwadze Allie.
- Ej! – jęknęła.
Żartowały tak jeszcze trochę, aż w końcu opuściły przyjaciółkę, bo ta nalegała, że powinny iść już do chłopaków.
Racja, w końcu to Ruda zajmowała się zawsze Zaynem, Harrym i Niallem – pomyślały.
Dziewczyna nie mogła zasnąć, popracowała więc nad kolejnym opowiadaniem do redakcji.
Sięgnęła po butelkę zimnej coca-coli, napój ochładzał jej i tak już wyziębione ciało, a bąbelki przyjemnie drażniły gardło. Zakrztusiła się colą, widząc w drzwiach Jacka z bukietem kwiatów w ręku.
- Cześć – powiedział z uśmiechem, całując ją w policzek. – Jak się czujesz?
Oniemiała, nie odpowiadała chwilę. Zawahała się i odrzekła.
- Fajnie Cię widzieć. Bywało lepiej. – zmusiła się do bladego grymasu, który miał być uśmiechem.
Jack uniósł brew do góry, udając, że nie widzi dezorientacji dziewczyny, którą obdarował wielkim uczuciem miłości.
- Hm, to dla ciebie – podał jej piękne, kolorowe kwiaty.
- Dziękuję. Nie trzeba było, naprawdę – przerwała na chwilę, zmarszczyła czoło, mówiąc. – Skąd wiesz, że tu jestem?
- Przepraszam – spuścił delikatnie głowę - nie wytrzymałem, zadzwoniłem do twoich koleżanek.
- Nic się nie stało – Ruda uśmiechnęła się tym typowym dla niej, promiennym uśmiechem.
Rozmawiali chwilę o bardziej przyziemnych sprawach, aż w końcu Jack zaczął rozmowę, której tak bardzo się obawiała.
- Wiem, że mało się znamy – mówił Walker. – Ale to nie zmienia faktu, że Cię kocham. Nie rozumiesz tego? Zrobię dla ciebie wszystko.
I nie czekając na odpowiedź pocałował ją, po raz kolejny. Nachalnie, napierając na jej wargi niemal brutalnie. Allie odepchnęła go lekko.
Chłopak po jej reakcji przygotowany był na krzyk, wrzask, czy coś podobnego. Jednak cierpliwość nie opuściła Rudowłosej i teraz. Odpowiedziała spokojnie, acz oschle. 
 -  Jedyne, co mogę ci zaoferować to przyjaźń. Wybacz, Jack.
 - Ona mi nie wystarczy –  odparł rozpaczliwie.
- Musi.

Szatyn pomyślał, że wygląda jak bogini, za którą każdy przepada i zatraca się jej pięknem. Dziewczyna natomiast w tym samym czasie w myślach uznała, że ma tak wiele wad, że wcale nie jest tak świetna, jak uważają. W jej głowie pojawiły się obrazy zastrzyków, wszystkich leków, które zażyła. Obrzęki, jakie powstawały na jej ciele po dużych dawkach morfiny. Potrząsnęła głową, aby rozmyć te straszne myśli. Zamrugała kilka razy, tak by pozbyć się nienarodzonych jeszcze łez.





--------------------------------------------------------------------------------------------------------
W tym rozdziale zadbałam o więcej dialogów i powraca... Jack! :))Wiem, że za nim nie przepadacie, ale myślę, że z nim wątek opowiadania będzie ciekawszy, bardziej napięty i rozbudowany
Rozdział 13 pojawi się dopiero wtedy, gdy dwunastkę  skomentuje  osiem osób. Przepraszam, nie chcę ustalać jakiś durnych limitów, ale potrzebna mi motywacja, a wiem, że stać was na więcej!  

wtorek, 27 sierpnia 2013

Rozdział 11

~Zayn~

Wybrałem się dziś z Allie na miasto. Szliśmy uliczkami Londynu , gdy splotłem nasze dłonie.
-Jesteś pewny? – powiedziała cicho.
-Jesteś moją dziewczyną – objąłem ją czule. – Przykro mi, ale Directioners muszą zrozumieć moje szczęście.
Usłyszałem jak wzdycha cicho, to oczywiste, że obawiała się reakcji dziewczyn. Pamiętam, jak miesiąc temu padły złe komentarze na temat Nicole. Allie bardzo ją wspierała. Potem ludzie zaczęli komentować lekką otyłość Alexandry, Rudzielec zaoponował i od tej chwili dziewczęta mają spokój.
Nie pozwolę na to, aby ktoś ją skrzywdził.
Skierowaliśmy kroki w kierunku przytulnej kawiarni. Odwróciłem się na kilka chwil, by złożyć zamówienie przy małym barze, a kiedy skierowałem kroki w kierunku stolika – przy mojej dziewczynie siedział jakiś chłopak. Dobra, przyznaję się, jestem zazdrosny. Cholernie zazdrosny. Ale jak tu nie być? Włożyła białą krótką sukienkę, a wcięcie w talii podkreśliła rudym paskiem. Niedługi materiał odsłaniał jej zgrabne, opalone nóżki, w dodatku każdy facet się za nią oglądał!
Szybko podszedłem do stolika, Allie znudzona owym kolesiem podpierała głowę na dłoniach, a on patrzył w nią rozmarzony. Teraz byłem już na maxa poirytowany.
- Dasz mi swój numer? Umówimy się na drinka, chyba, że od razu wolisz przejść do rzeczy – ten chamski blondyn puścił jej oko.
- Żartujesz sobie chyba – odparła, patrząc na niego z nieskrywaną pogardą.
- Lubi te rzeczy, ale tylko ze mną – powiedziałem głośno, całkowicie zdenerwowany. – Więc wypad, kolego, bo ta pani jest już zajęta.
Ku mojemu zdziwieniu chłopak nie robił żadnych wyrzutów, od razu czmychnął z kawiarni. Usiadłem naprzeciwko Allie.
- Odwróciłem się na krótką chwilę, a już ktoś podrywa moją dziewczynę!
Zaśmiała się melodyjnie, poczym rzekła zalotnym tonem.
- Sam już to powiedziałeś – twoją dziewczynę. Poza tym, to za tobą szaleją miliony ślicznotek i to ja powinnam być zazdrosna.
- Co ty nie powiesz? – przekomarzałem się z nią.
- Zgadza się panie Malik.
- Mimo wszystko,  kobieta mojego życia siedzi tuż przede mną, czy jej się to podoba, czy nie – zakończyłem ten temat krótkim pocałunkiem w jej usta.

Kiedy wróciliśmy do naszego domu, byłem w błogim stanie. Wreszcie mieszkaliśmy sami, w pięknym domu, oazie spokoju. Allie powoli uzupełniała go drobnymi detalami według własnego uznania, jest perfekcjonistką i dba o każdy szczegół.
Położyliśmy się na miękkim dywanie w salonie i oglądaliśmy nasze zdjęcia, które już trafiły do sieci. Zakryła oczy dłonią, mówiąc:
- Jak możesz to poinformuj mnie, jak krytyczny jest stan opinii na mój temat.
Zacząłem więc czytać, jednak widziałem tylko komentarze typu:
# Gratulacje Zayn! Cieszymy się, że wreszcie masz Ją przy sobie!
# Directioners cieszą się z Waszego szczęścia. To piękna dziewczyna!
# Wreszcie, wreszcie, wreszcie – pisał mój znajomy. – Myślałem, że już nigdy jej nie zdobędziesz! Łał, warta zachodu!

- Malik, dlaczego się nie odzywasz? – powiedziała rozpaczliwie płomiennowłosa. Zaśmiałem się cicho. Jak to możliwe, aby tak wspaniała dziewczyna miała takie niskie poczucie pewności?
- Otwórz oczka – poleciłem. – Poczytaj.
Z lekkim ociąganiem zaczęła przebiegać oczyma ekran laptopa. Z sekundy na sekundę jej uśmiech stawał się szerszy. Kiedy odwróciła wzrok w moim kierunku, przytuliłem ją mocno. A ona rzuciła mi się w ramiona.

*

Zayn zerknął na Rudzielca przestraszony. Dziewczyna trzymała się za brzuch, w jednej chwili stała się blada ‘jak ściana’, w jej oczach stanęły łzy bólu.
-Co się dzieje, skarbie? – szepnął mulat. – Jak mogę ci pomóc?

Nie zdążyła odpowiedzieć, runęła na podłogę.







---------------------------------------------------------------------------------------------------------
Cześć, kochani :) 
Postanowiłam dodać kolejny rozdział, koniec wakacji zbliża się nieuchronnie tak więc zmieńmy atmosferę! 

Jeśli przeczytałeś, proszę, zostaw  po sobie choćby  jedno słówko.

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Rozdział 10

~Allie~

-Zayn, gdzie my jedziemy? – zapytałam bardzo ciekawa.
-Nie powiem ci, bo popsuję niespodziankę – odpowiedział z tajemniczym uśmiechem, prowadząc samochód. – Spodoba ci się, zobaczysz.
Odszukał moją dłoń i ścisnął ją delikatnie.
Po paru minutach Zayn zaparkował bmw przed wielkim zniewalającym domem. Otworzył mi drzwi i wziął za rękę.
-Jest piękny – powiedziałam rozmarzona, a on obserwował mnie uważnie z łobuzerskim uśmieszkiem na ustach. – Mieszkają tu jacyś Twoi znajomi?
Wyjął klucze z kieszeni bluzy i otworzył mi drzwi. Poczułam jak moje nogi unoszą się do góry. Zayn przeniósł mnie przez próg. Nadal trzymając na rękach, powiedział:
-Kochanie, nasz nowy dom.
Patrzyłam na niego zdezorientowana. W mojej głowie pojawiło się tysiąc myśli.
-Nie żartuję – odrzekł jakby czytając w moich myślach, przytulając mnie mocno.
Podłoga przedpokoju wyłożona była wielkimi, drogimi kaflami. Mój chłopak zaprowadził mnie do salonu w barwach szarości i bieli. Z boku stał kominek, niedaleko wielki telewizor, a pośrodku przepiękna, biała sofa i dwa fotele. Na ścianie wisiało mnóstwo czarnych i białych ramek. W każdej z nich widniały nasze wspólne zdjęcia.
Nagle do oczu napłynęły mi łzy szczęścia. Mulat otarł je kciukiem.
- Dziękuję – wyszeptałam. – Jesteś wspaniały.
- Zrobię wszystko, żebyś tylko była szczęśliwa – odpowiedział równie cicho, by nie zepsuć subtelnej atmosfery.
A mówią, że ideały nie istnieją, to prawda. Ale ktoś może być idealny dla innej osoby, to jest już możliwe. Zayn jest właśnie moim ideałem.
- Chodź, pokażę ci resztę naszego domu – rzekł, kładąc szczególny nacisk na słowo ‘naszego’.
Kuchnia była równie wspaniała i dostojna, jak reszta domu. Górowało w niej ciemne drewno i biel. Była naprawdę duża i przestronna. Wszystko lśniło nowością. Po środku stała duża wyspa, a pod ścianą blaty i sprzęty kuchenne. Potem poprowadził mnie do wielkiej łazienki, z elementami drewna i szarymi kafelkami.
Poszliśmy na górę, gdzie znajdowały się cztery pomieszczenia. Pierwszym była garderoba. Drugim najpiękniejsza sypialnia, jaką widziałam w życiu.
-Wybrałem największe łóżko, jakie było – powiedział Zayn, poruszając zabawnie brwiami. Zaśmiałam się.
-Doprawdy? – przybrałam kokieteryjny ton głosu. Malik zlustrowałam mnie wzrokiem, poczynając od twarzy, szarego topu, przechodząc do krótkiej obcisłej spódniczki w błękitne wzory, potem zerknął na moje opalone nogi, a następnie siwe szpilki.
Położył ręce na moich biodrach i przyciągnął do siebie. Zaczął namiętnie całować, w między czasie kładąc dłoń na udzie, wędrował nią powoli do góry, zatracając się w pocałunku.
Zadzwonił jego telefon. Zayn nie zwracał na niego uwagi, jednak kiedy ktoś dzwonił już trzeci raz z rzędu, oderwałam się od chłopaka, mówiąc:
-Odbierz.
Zaśmiałam się cicho, widząc jego rozczarowaną minę. Podniósł komórkę, mówiąc od niechcenia.
-Halo?
-Oprowadzasz swoją ślicznotkę, czy zapomniałeś co masz robić? – rozpoznałam rozbawiony głos Nialla. – jakbyś nie pamiętał mieszkam naprzeciwko i mam na was fajny widok.
-Spadaj – warknął Malik, lecz nie po to, by dokuczyć przyjacielowi! – Nie masz innych rzeczy do roboty?
Rozmawiali jeszcze chwilę, poczym Zayn się rozłączył, zwrócił się do mnie.
-Mamy wścibskiego sąsiada.
Podeszłam do wielkiego okna i pomachałam Horankowi, odwzajemnił gest z zadowoleniem.
-Chodź – objął mnie mulat. – Pokażę ci resztę.
Otworzył drzwi i moim oczom ukazały się dwa puste, pomalowane na biało pokoje.
-Za kilka lat nasze dzieci będą mieć tutaj pokoje.
-Pomyślałeś o wszystkim – odparłam. – Kiedy to załatwiłeś? Przecież każdą sekundę spędzałeś ze mną!
-Z miłości do ciebie – jestem w stanie zrobić wszystko!
Zeszliśmy po schodach na dół i wyszliśmy do ogromnego ogrodu. Z boku zobaczyłam duży basen, niedaleko leżaki. Trawa były równo przystrzyżona, zasadzono piękne kwiaty. Byłam pod dużym wrażeniem.
Malik zaprowadził mnie przed dom i wskazywał na sąsiednie budynki.
-Naprzeciwko mieszka Niall – tłumaczył. – Tuż obok – w tym momencie pokazał na dom za płotem. – Harry. A na końcu ulicy, jakieś 200 metrów stąd Lou i Nicole. A po drugiej stronie mniej więcej 150 metrów Liam i Alexandra.
Wydałam z siebie melodyjny krzyk zachwytu, ale jestem szczęściarą.
-Przykro mi – powiedział Zayn z jakimś dziwnym wyrazem twarzy. – Horan powiedział, że razem z Hazzą będzie nas bardzo często odwiedzać!

Teraz parsknęłam śmiechem. Już to widzę, nie mogłoby być inaczej!




--------------------------------------------------------------------------------------------------
Ten rozdział dedykuję moim kochanym, którzy skomentowali poprzedni rozdział, tak jak prosiłam, a mianowicie - Agucha. , Mania Młyn, leksipl, Natalia Horan, martatomlinson, Anonimek i Mimi Loo - dziękuję, że poświęciliście mi chwilkę i daliście motywację ♥. Nie zapominajmy także o SuperModa12, bo Madzia, mimo bardzo bolącej ręki była ze mną, wielkie brawa dla tej pani :*
Podoba Wam się 'dziesiątka' ? :))