poniedziałek, 8 lipca 2013

Rozdział 12

~Allie~
Kręciłam się z jednego końca łóżka na drugi. Prostowałam i zginałam w pół. Nie pomagało. Czułam, jakby w brzuch wbijano mi miliony gwoździ. Zmagałam się z tym problemem od paru miesięcy. Tylko… na początku ból był delikatny i szybko znikał po wzięciu tabletki. Teraz one nie pomagały. Musiałam stosować inne środki przeciwbólowe, a pod tą nazwą kryła się oczywiście morfina. Czasem w zastrzykach, czasem jako tabletka. Dobrze wiem, że możecie postrzegać mnie w tym momencie źle, bo morfina jest narkotykiem. Ale nie biorę tego leku od tak, dla zabawy. To naprawdę mi pomaga, zrozumcie, nie mam innego wyjścia. Cóż, mogłabym pójść do lekarza, ale nie sądzę, żeby przyniosło mi to jakiś szczególny efekt.
Wstałam z łóżka i ruszyłam w kierunku szafy, z jej dolnej półki wyciągnęłam dużą kosmetyczkę. Znalazłam mały woreczek z pigułkami. Drżącą ręką wyciągnęłam cztery ostatnie i poszłam do kuchni popić je wodą. W salonie siedzieli wszyscy, kiedy zobaczyli obraz nędzy i rozpaczy (czyli mnie!) podnieśli się z miejsc. Zaczęli wypytywać, czy wszystko w porządku, ja tylko uśmiechnęłam się i kiwnęłam głową. Wyjęłam z lodówki małą butelkę wody mineralnej, położyłam tabletki na blat. Już chciałam zażyć lek, kiedy usłyszałam za sobą głośne warknięcie.
-Co ty wyprawiasz?! Oszalałaś? Tyle leków naraz?
-Oj, to tylko tabletki na ból brzucha – odpowiedziałam Zaynowi, ale gdy to nie wystarczyło i mulat nadal patrzył na mnie wzrokiem sędziego, dodałam – Rozmawiałam z lekarzem, gdy byłam na kontroli. Mniejsza dawka mi nie pomoże.
Chłopak posłusznie podał mi szklankę i przytulił.
-Czemu mnie nie zawołałaś? Przyszedłbym do ciebie. Myślałem, że śpisz.
-E, nie było potrzeby. To nic takiego.
Poklepałam go po ramieniu, niczym kumpel kumpla i powędrowałam do swojego pokoju. Tam wygodny strój zmieniłam na krótkie dżinsowe spodenki, miętowy sweterek i converse tego samego koloru. Z szuflady wyjęłam słuchawki i okulary przeciwsłoneczne, do tylnej kieszeni włożyłam komórkę i pieniądze.  W łazience zrobiłam delikatny makijaż. Zbiegłam na dół i gdy byłam już przy drzwiach Harry zawołał;
-Gdzie idziesz?
-Do apteki i wracam. Będę za godzinkę, ciao!
I wyszłam z domu, by nie prowadzić konwersacji z przyjaciółmi. Czasem człowiek chce pobyć sam. Leki zaczynały działać, więc mogłam się już swobodnie ruszać, delikatnie kiwałam głową w takt muzyki, dobiegającej ze słuchawek. Szłam do apteki, ale jeszcze do innego miejsca po tabletki, ponieważ w aptece uzyskać ich nie mogłam. Spotkałam się z kolegą sprzedającym dragi. Pewnie wyobrażacie go sobie, jako śmierdzącego idiotę z papierosem w buzi. I tu się mylicie. Czekał na mnie wysoki brunet w koszuli w kratkę, z rękami włożonymi w przednie kieszenie granatowych spodenek. Jake to mój dobry kolega, bardzo miły i z ogromnym poczuciem humoru. Poznaliśmy się na uniwersytecie. Jego tata jest lekarzem, dlatego ma dostęp do leków, które mi daje. Przytulił mnie na przywitanie, pachniał drogimi perfumami i papierosami. Zupełnie jak Zayn…
-I jak się trzymasz, mała?
Machnęłam ręką, śmiejąc się przeciągle.
-Wiedziałem. – Odpowiedział. – Moim zdaniem powinnaś iść do lekarza, takie rzeczy ci nie pomogą. Serio.
Skarciłam go wzrokiem, uśmiechnął się rozbrajająco. Podał mi woreczek białych tabletek i dwa zastrzyki zawinięte w kolorowy papier. Kiwnęłam głową, a on już wiedział o co mi chodzi.
-Dobrze wiesz, że nic. Nie robię tego dla zysku, tylko chcę ci pomóc. Skoro nie chcesz iść się zbadać, przynajmniej to ci pomoże.
-Dziękuję. Gdyby nie ty, już dawno zamęczyłabym się na śmierć.
Rozmawialiśmy jeszcze chwilkę, potem chłopak dał mi buziaka w policzek na pożegnanie i każdy nas ruszył w swoją stronę; on do domu, ja do apteki. Po parunastu minutach i ja wracałam do domu z reklamówką, w której zapakowane były kropelki do oczu, trzy opakowania witamin, krem i jakieś leki przeciwbólowe. Takie tam, małe zakupy. Po drodze zaszłam po osiem kubków gorącej czekolady z karmelem i bitą śmietaną. Tak obładowana, ledwo doszłam do willi chłopców. Oczywiście chłopcy, a szczególnie Niall rzucili się na napoje, jednak moje przyjaciółki zaintrygował inny pakunek.
-Co kupiłaś w aptece? – zapytały, mrużąc oczy i podejrzliwie patrząc na niewinną reklamówkę.
-A witaminki i takie tam – odpowiedziałam szybko. – Zaraz wam pokażę, tylko pójdę do toalety, okay?
Szybko pobiegłam do mojego pokoju i schowałam leki od Jakea do kosmetyczki. Lekkim krokiem zbiegłam po schodach rzucając do Nicole torebeczkę.
-Łap, skoro jesteście takie ciekawe!
I dziewczyny zasiadły do buszowania. Przejrzały opakowania, a nawet przeczytały zastosowania witamin.
-Eee, nic ciekawego. – Nicole przeciągnęła się na białej sofie.
-Nie obiecywałam, że to coś interesującego.

Wzruszyłam ramionami i wyszłam na taras. Teraz potrzebny był mi tylko… spokój.


------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Czeeść, Pyśki Moje! 
Szczerze mówiąc ten rozdział miał ukazać się dopiero w czwartek, ale jest on pewną formą podziękowań za Wasze komentarze - SuperModa 12 ♥, Natalia Horan ♥ , Mania Młyn ♥ i wszystkim anonimkom ♥ - stokrotne dzięki! 

niedziela, 7 lipca 2013

Kochane czytelniczki :)

Mam do Was parę spraw, a mianowicie...
-Chcę mieć pewność, czy nie sprawia wam kłopotu, to że na blogu jest tak mało Alex i Nicole ( w następnych rozdziałach je trochę wprowadzę).
I pytanie:
-Chcecie 12 rozdziału? :D

sobota, 6 lipca 2013

Rozdział 11

~Allie~
Znów Londyn...
Siedzieliśmy w domu, całkowicie znudzeni. Każdy snuł się z kąta w kąt, zupełnie nie wiedząc, jak spędzić czas. Alexandra z Liamem spali. Nicole i Lou przeglądali Twittera, co chwila szczerząc ząbki do ekranu.  Zaś ja, Zayn, Harry i Niall jak zwykle byliśmy skazani tylko na siebie. Zakochani nie odstępowali siebie na krok. Z drugiej strony byliśmy wyrozumiali i przymykaliśmy na to oczy. Loczek i mulat grali na playstation, a ja i Horan pilnowaliśmy lodówki. W końcu, po zjedzeniu marnych przekąsek zdecydowaliśmy się na zrobienie sałatki. Niall, ku mojemu zdziwieniu nie uciekł z kuchni, unikając pracy. Bardzo mi pomagał, fajnie było z nim pożartować. Kiedy próbowałam naszego arcydzieła zrobił mi fotkę i wstawił na TT.
-Głupek – zaśmiałam się.
-Frajerka.
-Farbowany karzeł – nie poddawałam się.
-W ciebie strzelił piorun, 500 volt, Allie? – i on, i ja wiedzieliśmy, że to tylko zabawa. Tak naprawdę, gdyby obcy zrobił jednemu krzywdę, to miałby do czynienia z drugim.
-Obierek od ziemniaka!
-Ej, co robicie? – zawołał Zayn, zaglądając mi przez ramię. Sięgnął po łyżeczkę i spróbował sałatki. – Mm, genialne! Poza tym, mam pomysł. Pójdziemy do kina? Wiecie, w czwórkę. Tamte gołąbeczki niech same sobie siedzą.
Jak się okazało ‘gołąbeczki’ szykowały się na romantyczne kolacje. Krótko ujmując –z nów wychodzili. Naprawdę ich rozumiałam, są wakacje i mamy dużo wolnego czasu. W ciągu roku akademickiego już tak nie będzie. W chłopcom dojdzie praca nad nową płytą.
W takim razie bez sensu, abyśmy siedzieli w domu. Wybraliśmy się na film.
-To na co idziemy? – staliśmy w kinie, przed tablicą z granymi filmami.
-Horror? Akcja? Przygodowy? Komedia? Lub komedia romantyczna – proponował Zayn.
-Byle nie to ostatnie – skrzywił się Niall.
-Jej, co wy macie z tymi komediami romantycznymi? – zapytałam nieco poirytowana. – Jesteście  uprzedzeni.
Chłopcy wybrali jakiś horror, podniosłam ręce na znak poddania.
-Okay, ale uprzedzam, że ktoś musi przygarnąć mnie na noc. Po horrorze sama nie zasnę!
Proszę, śmiejcie się. Dobrze wiem, jakie to żałosne. Mam przecież 19 lat.  Ale to przez moją bujną wyobraźnię!  Hm, za dużo książek.
Usiedliśmy w Sali kinowej. Malik i Horan wcisnęli mnie pomiędzy siebie. (Oczywiście przed wejściem kupiliśmy z blondynkiem dwie paczuszki żelków, cztery opakowania chipsów, ciasteczka i duży popcorn, mmm pycha!) Film był bardzo autentyczny, nie było w nim jakiś wampirów, czy może potworów. Dziewczyna wyjeżdża z chłopakiem na wakacje… i rozpoczyna się prawdziwa akcja. Nie będę opisywać całego filmu, bo rzecz jasna zajęłoby to kilkanaście stron, mniejsza o to.
Poczułam na dłoni dotyk Zayna i obróciłam się w jego stronę. Patrzył na mnie z uroczym wyrazem twarzy. Oczy jego były przepełnione troską, a usta delikatnie wygięte w podkówkę.
-Wszystko w porządku? – zapytał.
-Trochę się boję, ale nie jest źle. Żyję. – zaśmiałam się, a on objął mnie ramieniem i przytulił. Od jego ciała biło przyjemne ciepło, wtuliłam się jeszcze bliżej do niego. Teraz to on wybuchnął stłumionym śmiechem, bo wciąż lgnęłam coraz bliżej. – Oj, przepraszam.
Zrozumiałam, co robię i odsunęłam się od chłopaka, lecz on jednym szybkim ruchem przywołał mnie do poprzedniej pozycji. Patrzył mi prosto oczy, nie zwracając uwagi na film.
-Nie oglądasz?
-Są ciekawsze rzeczy do robienia – wzruszył ramionami.               
Udałam, że nie widzę, iż wciąż na mnie patrzy i wróciłam do oglądania. Po dziesięciu minutach, dodałam:
– Możesz się na mnie nie gapić? To krępujące. Patrzysz i patrzysz. – Malik wrócił do oglądania z niezbyt zadowoloną miną. Lecz teraz to ja nie mogłam oderwać od niego wzroku. Kusisz, Malik – pomyślałam. Potem tylko skarciłam się w myślach.
Stop Allie, to tylko twój przyjaciel, mówił mi rozum.
Nie, dobrze wiesz, że go kochasz – podpowiadało serce.

A żołądek wykrzywił się z bólu na myśl, że ktoś inny mógłby teraz siedzieć przy Zaynie.




------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Tak, jak obiecałam jest sobota - jest następny rozdział! 
Jak wasze wrażenia? :*

czwartek, 4 lipca 2013

Rozdział 10

~Allie~
Nawet nie wiedział, jak na mnie działa. Jego czekoladowe tęczówki, ciemna czupryna... choć tak bardzo znajome to wciąż wywoływały u mnie dziwne uczucie zachwytu i podniecenia. Wbrew własnej woli, moje uczucia co do niego wymykały się spod kontroli. Nie potrafiłam już nad tym zapanować, moja miłość do niego z dnia na dzień była silniejsza. Nie mogłam, po prostu nie mogłam nad tym zapanować. Chciałam, aby był tylko moim przyjacielem. Lecz nie potrafiłam. Egoistka ze mnie, co?
Mieliśmy grać w piłkę nożną za domkiem. Już nie mogłam się doczekać!
-To jakie zespoły? Myślę, że ja, Zayn i Niall w jednej. –wyliczał Payne. - Okay, Lou, Harry – macie w drużynie Allie więc damy wam fory – powiedział poważnie Liam. Biedak, jeszcze nie wie, co go czeka. Malik wybuchł śmiechem, reszta patrzyła na niego zdezorientowanym wzrokiem, jak na wariata.


*
Gra ledwo się rozpoczęła, ale wszyscy zawodnicy rozumieli już zachowanie Zayna. Wysoki brunet, imieniem Liam, bardzo się pomylił. Nie wiedząc, co się dzieje, stanął na środku boiska z rozłożonymi rękoma. Ale nie tylko on był szczerze zdziwiony.
Rudzielec sprawnie manewrował piłką, biegnąc z dużą prędkością ku bramce przeciwników. Co chwila, mulat lub Payne próbowali odebrać jej piłkę. Bez skutku. Szybko zmierzała do bramki, na której stał Niall, jako oficjalny bramkarz drużyny. Z rozbiegu kopnęła piłkę w dokładnie wymierzony punkt siatki. Takim oto sposobem zdobyła czwartą brameczkę dla swojego zespołu. Hazza i Louis podbiegli do niej, krzycząc. Loczek wziął ja na ręce i zaczął okręcać wokół  własnej osi. Cieszyli się ze zwycięstwa, choć w żadnym stopniu nie było to zasługą chłopców.
Ich przeciwnicy rozłożyli się na trawie, głośno dysząc. Jęczeli;
-Dziewczyno, gdzie ty się nauczyłaś tak grać?
Ona wzruszała jedynie ramionami i odpowiadała z uśmiechem.
-Zayn mnie nauczył.
-W takim razie przerosłaś mistrza. Szacun! – Malik spojrzał na nich groźnie. Było mu głupio, że okiwała go przyjaciółka. Szykował się na rewanż.


Słońce powoli zachodziło, pięknymi kolorami odbijając się w tafli wody. Po piaszczystej plaży spacerowała dwójka przyjaciół. Przyjaciół? Myśląc tak, oszukiwali samych siebie. Zarówno on, jak i ona zakochani byli w sobie od dawna. Żadne z nich nie miało odwagi przyznać się do uczucia, nie chcąc zepsuć więzi przyjaźni.
Chłopak o ciemniejszej karnacji, spoglądał na nią ukradkiem. Jak zwykle zachwycony porcelanową cerą, idealnie wykrojonymi ustami i pięknymi oczami. Odgarnął z jej twarzy zabłąkany kosmyk miedzianych włosów. Po przyjacielsku, objął ja ramieniem.
-Gdybym wtedy nie poszedł z chłopakami do klubu, nie moglibyśmy teraz ze sobą rozmawiać. To najszczęśliwszy zbieg okoliczności jaki kiedykolwiek mi się przydarzył.
-Ja myślę, że to nie był wcale zbieg okoliczności.
Zayn spojrzał na nią z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
-Nie rozumiesz? To nie był zbieg okoliczności, czy zwykły przypadek. Tak miało być.
-Masz rację – chłopak zrozumiał, o co jej chodzi i dokończył – Dostaliśmy drugą szansę. Szansę na to, by na nowo było coś między nami. – po ostatnim zdaniu skarcił się w myślach. ‘Panuj nad sobą, Malik. Zaraz wszystko zepsujesz’.
-Co masz na myśli? Nie, to nie tak. To przeznaczenie, chodzi o to byśmy już zawsze byli ze sobą. Zauważyłeś to? Jeśli jedno jest szczęśliwe, drugie także. To coś niezwykłego. Nasza przyjaźń jest niezwykła.
A On w odpowiedzi dotknął tylko Jej dłoni w rozmarzonym geście.

Podczas dotyku dziewczynę przeszedł przyjemny dreszcz.





------------------------------------------------------------------------------------------------------------
 Siemka, piękne! :D
Ohh, wiem, wiem. Rozdział miałam dodać dopiero za dwa dni, ale szczerze mówiąc -
Nie mogłam się powstrzymać! 
Jak widzicie, staram się też robić drobne kolaże ze zdjęć :)

środa, 3 lipca 2013

Rozdział 9

~Zayn~

Obserwowałem śpiącą Allie. Patrzyłem jak równomiernie oddycha i jak uśmiecha się przez sen. Chciałbym móc robić to codziennie. Nawet, nawet gdyby udało mi się ją kiedyś zdobyć, nie przestałbym się starać. Codziennie przynosiłbym jej śniadanie do łóżka, nosił ją na rękach, zabierał na spacery. Byłbym najszczęśliwszym facetem na ziemi. Ale czy ona darzy mnie uczuciem? Oh, ile ja bym dał, żeby tak było! Moje marzenia przerywa Harry. Wbiegł do pokoju i krzyknął:
-A ona tu jest!
-Cicho – skarciłem przyjaciela. Właśnie, jest jeszcze Hazza, wydaję mi się, ze on bardzo lubi Rudzielca. Lubi, w większym tego słowa znaczeniu. Ale nie, to niemożliwe, aby mój przyjaciel był zakochany w miłości mojego życia. Szybko odsunąłem od siebie tą myśl. – Obudzisz ją, jeszcze śpi.

Wszyscy przygotowywaliśmy śniadanie. Do kuchni weszła Allie, miała na sobie beżową, delikatną sukienkę i czarno-beżowe balerinki. Wyglądała naprawdę kusząco. Przetarła zaspane oczy i uśmiechnęła się promiennie do nas. Styles stanął przed nią z kubkiem kakao i ukłonił się, niczym poddany do księżniczki. Tak się bawimy? W takim razie, Malik, bierz się do roboty, bo zostaniesz tylko z marzeniami o tej dziewczynie! Zaczęła wszystkich przytulać na przywitanie, a kiedy podeszła do mnie wskazałem palcem na swój policzek. Zaśmiała się i cmoknęła go lekko, a mi aż zrobiło się gorąco.
-Dobra, do roboty, lecimy się pakować! – zawołał Louis. Dziewczyny były nieco zdziwione. – Wynajęliśmy dom koło plaży, niedaleko Londynu. Jedziemy wypoczywać, z dala od paparazzi i szału aparatów, tu nie będziemy mogli pobawić się spokojnie.

Tak więc po dwóch godzinach, w czasie których się pakowaliśmy i jechaliśmy na miejsce-przybyliśmy! Dom był naprawdę bardzo ładny, położony tuż przy piaszczystej plaży. Okazało się, ze będzie mały problem z sypialniami, a mianowicie: Jedna dla Lou i Nicole, druga dla Alex i Liama. Została dwuosobowa sypialnia i dwa jednoosobowe pokoje. Musieliśmy zdecydować, który chłopak będzie spał z Rudą. Szybko chwyciłem ją za rękę i zaprowadziłem do naszego pokoju, nie chciałem jej oddać chłopakom. Zdecydowałem, że wreszcie odważę się na mały krok i zabiorę ją na spacer.
-Czy uczynisz mi ten zaszczyt i poprzebywasz w moim towarzystwie? – schyliłem się, podając jej rękę. Z wrodzonym wdziękiem położyła na mojej dłoni swoją i ruszyliśmy piaszczystym brzegiem.
-Co zamierzasz dalej? No wiesz, jak już skończysz studia. Wracasz do Bradford?
-Nie, nie chcę – odparła. – Wolę zostać w Londynie, skończę studia, zdobędę pracę i reszta jakoś się potoczy. Nie myślę teraz o tym jak będzie, co będzie. Dotarło do mnie, że życie na tym nie polega. Jestem młoda, chcę z niego korzystać.
-Powiedz mi… - głupio było o to zapytać, ale byłem bardzo ciekawy – jak sobie poradziłaś kiedy wyjechałem? Przepraszam, ale to pytanie mocno mnie nurtuje.
-Jak? Na początku było w porządku, codziennie powtarzałam sobie, że pewnie nie masz czasu i zadzwonisz jutro. Było dobrze, dopóki plastiki z naszej szkoły nie zaczęły uprzykrzać mi życia, a potem działo się już coraz gorzej. Teraz jest świetnie, ale to dzięki dziewczynom i Deanowi.
-Ach, Dean. – mruknąłem.  Nigdy go nie lubiłem, zawsze próbował zająć moje miejsce. Kiedy tylko odszedłem na chwilkę on zaraz pojawiał się koło Allie. To było irytujące.
-Nigdy go nie lubiłeś, bo zawsze byłeś zazdrosny!
-A jak miałem nie być zazdrosny? Zawsze się koło ciebie kręcił. Poza tym myślę, że to nieodpowiednie towarzystwo dla ciebie – teraz sam zacząłem się nakręcać.
-Na szczęście nie jesteś moim tatą i nie musisz o tym decydować! – drażniła się ze mną.

-Przepraszam – spojrzałem w jej oczy. Były przepełnione bólem, bo wróciłem do tamtych czasów, kiedy cierpiała. I to była moja wina. Oh, jak mogłem być takim dupkiem?! Zranić tak wspaniałą dziewczynę… Malik ty skończony idioto! 
Przytuliłem ją mocno.

------------------------------------------------------------------------------------------------
Chciałabym podziękować każdej czytelniczce, która skomentowała ostatni rozdział :*
Naprawdę, dało mi to wiarę i chęć na dalszą kontynuację bloga.
Hm, ten rozdział akurat mi się nie podoba... -.-

poniedziałek, 1 lipca 2013

Rozdział 8

Allie~
Byłam szczerze wzruszona tym, że Alex tak się o mnie martwiła. Ale mi nic nie jest, serio. Przebywałam ostatnio dużo na słońcu, więc moja skóra nabrała zdrowszego wyglądu, kupiłam krople do oczu i już nie wyglądają tak strasznie-wrócił im dawny, wesoły blask.
Uhh… kogo ja oszukuję? Przecież nie jest dobrze.
Rodzice sprzedali mój motor, boją się o mnie. Chociaż… może to dobrze? Teraz będę mogła jeździć na crossówce taty, pod jego nadzorem w Bradford. Pieniądze ze sprzedaży wpłacili na moje konto, cóż dobre i to. Z początku byłam zła, oponowałam, ale zdałam sobie sprawę, jak niebezpieczna jest jazda w mieście. A ja chcę przecież jeszcze trochę pożyć.
Dziś przeprowadziłyśmy się do chłopców, właśnie rozpakowywałam rzeczy w pokoju gościnnym. Ktoś cicho zapukał do drzwi. Niall.
-Przyszedłem, aby cię o coś zapytać. –Wyszczerzył zęby, zrobił maślane oczy i już wiedziałam o co chodzi.
-No to co zjemy? Omlety, gofry, zapiekanki… -wyliczałam z ogromnym uśmiechem na twarzy. Ja też zgłodniałam. Chłopak klasnął w ręce.
-Kanapki! Ale takie mega super kanapki. Z szyneczką, seruniem, sałateczką, pomidorkiem, ogóreczkiem… -zatkałam mu buzię ręką, zeskoczyłam z łóżka, marszem ruszyliśmy do kuchni. - JEEEŚĆ!
Całą grupką siedzieliśmy na barowych krzesłach przy blacie, zajadając kolorowe kanapki. Każdy miał wesołą minę i popijał słodką herbatę. Dwie pary łapały się za ręce, szeptają do ucha czułe słówka i co chwila, obdarowując się pocałunkami. Kiedy patrzyłam, jak policzki moich przyjaciółek się rumienią, aż na sercu robiło mi się cieplej. Jednak na kanapkach i herbacie się nie skończyło. Po chwili do gry wszedł alkohol, taniec i głośna muzyka. Ktoś zaproponował grę w butelkę, oczywiście wszyscy przytaknęli ochoczo. Usiedliśmy w kółko i zaczęliśmy. Myślę, że zasady są jasne. Pytanie lub wyzwanie. Nie obyło się bez trudnych wyzwań, Harry musiał wyjść na ulicę w samej bieliźnie, podejść do starszej pani i poprosić ją o rękę. Skończyło się to tak, że przestraszony chłopak uciekł do domu, krzycząc, że napadł na niego MOHEROWY BERET. ż, miał szczęście, że nie użyła wałka do ciasta. Tym razem koniec butelki wycelował w Liam’a. Zayn zaśmiał się złowieszczo.
-Tatku, w lodówce jest jogurt. Idź po niego i zjedz. Smacznego – Biedny Payne nie zrozumiał, co go czeka. Wzruszył ramionami, zaśmiał się i poszedł po jogurt, jednak kiedy sięgał po widelczyk, Malik dodał – Nie, nie możesz widelcem. Należy zjeść go łyżeczką.
Dopiero teraz do bruneta dotarło, jak niebezpieczne jest to zadanie. Skrzywił się, ale szybko chwycił łyżkę i zjadł jogurt. Alexandra mocno  go przytuliła, mówiąc:
-Jestem z ciebie dumna, kochanie.
-Czułości nie przy nas – skrzywił się Hazza, dodając – Nawet nie wiecie, jakie to dla nas, singli, bolesne przeżycie –zaczął wzdychać i przytulać mnie. Pozostali wybuchli śmiechem.

Było już późno, ale nie mogłam zasnąć. Dziwnie czułam się w nowym miejscu. Mój pokój był bardzo ładny, w kolorach bieli i czerni. Nie był zbyt duży, ale miał idealną przestrzeń. Moim zdaniem jest bardzo przytulny, mogę czuć się w nim swobodnie, nikt nie narusza mojej prywatności. Tylko… pierwszy dzień w nowym domu, ciężko było mi choć na chwilę zmrużyć oko. Wyszłam na korytarz, rozejrzałam się i westchnęłam. Drzwi do pokoi moich przyjaciół były pozamykane, wszyscy spali. Jednak spod drzwi z plakietką ‘Zayn’ wypływała strużka światła, pomyślałam, że może jeszcze nie śpi. Przygarnie mnie na jedną noc? Zapukałam cichutko, a gdy chłopak coś odpowiedział, weszłam.
-Zayn, bo… - trochę się wahałam, mimo, że był moim przyjacielem to dziwnie było mi go zapytać o przenocowanie. To już nie te czasy, gdy nocowałam u niego, mając 16 lat. – Czy mogłabym z tobą spać? Reszta śpi, a ja sama nie mogę, tak jakoś - -słowa strasznie mi się plątały. Usłyszałam, jak Malik śmieje się i odsuwa kołdrę, robiąc mi miejsce. Wskoczyłam obok niego.
-Nie możesz spać? Robimy Twitcama! –Wyjął z szafy bluzę dla mnie, a ja związałam włosy w koczka. Przejrzałam się w ekranie jego komórki i uznałam, że wyglądam dość dobrze.
Twitcam trwał, a my wygłupialiśmy się w najlepsze. Co chwila pojawiały się pytania typu ‘Zayn, twoja dziewczyna? Directioners życzą szczęścia!’ lub ‘Naprawdę śliczna dziewczyna, pasowalibyście do siebie’, znalazło się też trochę nieprzyjaznych uwag. Parę fanek pisało, że jestem brzydka, wcale do siebie nie pasujemy i w ogóle mam się odczepić od ich idola. Nie powiem, zabolało. Ale przecież to tylko mój przyjaciel. Przyjaciel? Co ja sobie wmawiam? Przecież ja go kocham! Tak, kocham.

Wreszcie czuję to, uf, to wspaniałe!

----------------------------------------------------------------------------------------
Siemka, Misiaki :3
Przykro mi to pisać, ale jeśli pod tym rozdziałem nie zobaczę więcej komentarzy -
kontynuować bloga nie będę :c
Przepraszam, brak motywacji -.-''

piątek, 28 czerwca 2013


       ~Alexandra~
Jestem bardzo szczęśliwa. Ale która dziewczyna nie byłaby szczęśliwa, mając za chłopaka Liama? Przecież to najcudowniejszy facet na świecie. Są wakacje, więc mamy dla siebie więcej czasu, bo chłopcy również mają wolne. Nie mogę uwierzyć w to, co się dzieje. Ja, zwykła dziewczyna z Bradford, z niedoskonałościami, kompleksami i oczywiście paroma kilogramami więcej niż trzeba. A jednak. To wspaniałe uczucie, kiedy wiesz, że osoba, która jest dla ciebie wszystkim, również darzy cię uczuciem.
Jest jednak problem. Martwię się o Allie. Oczywiście, nadal jest tym słodkim rudzielcem z roześmianą twarzą i milionami szalonych pomysłów na minutę. Bądź co, bądź coś się z nią dzieje, widzę to. Wiem, że ma jasną karnację, ale jest lato, a zamiast opalenizny, na jej twarzy zagościła jeszcze większa bladość. Pod oczami ma siwe kręgi, jest jakby zmęczona. Wciąż uprawia sporty, nawet częściej. Więcej gra w piłkę nożną, ponieważ, kiedy jej rodzice dowiedzieli się o ostatnim wypadku na motorze postanowili go sprzedać. Myślę, że to dobry pomysł, ona jest zbyt delikatna na tego typu rozrywki. Martwię się o nią. Cholernie się o nią martwię, stała się szczuplejsza. Kurde. Zawsze coś, zawsze ktoś, oj tam, oj tam ojojoj.
-To co na śniadanko? -zapytała Allie, stając przed lodówką. Wyjęła produkty i zaczęła nalewać do misek mleko, przed nami postawiła płatki. Szła w kierunku schodów, ale zatrzymała się, bo krzyknęłam:
-Nie zjesz z nami?
-Dzięki – odpowiedziała, wiążąc włosy w wysokiego kucyka. –Idę pobiegać. Spotkamy się później. Miłego dnia!
Ona? Taki żarłok i nic nie zje na śniadanie? Tak, miałyśmy zobaczyć się dopiero wieczorem. Ruda miała dziś spotkać się ze znajomymi z jej kierunku z uniwerka, a ja i Nicole miałyśmy plany z naszymi chłopakami. Po śniadaniu wykonałam wszystkie codziennie czynności, wyszykowałam się i poszłam do Starbuck’s, bo właśnie tam miałam spotkać się z Liamem. Siedzieliśmy przy kawie, rozmawiając o planach na przyszłość i innych mniej lub bardziej ważnych rzeczach.
-Wpadliśmy z chłopakami na pewien pomysł, który wymaga oczywiście waszej zgody  – zaczął Payne. – Chcemy, żebyście się do nas przeprowadziły. Przecież nasze pokoje są duże, zmieścimy się bez problemu. Ty ze mną, Louis z Nicole, a Allie sama, w pokoju gościnnym, który będzie już tylko jej. – Mówił z powagą. Rzuciłam się na chłopaka i zaczęłam obdarowywać go buziakami i przytulać. Poczym zadzwoniłam do Allie, aby przekazać jej wiadomość, była zachwycona. Nicole już wiedziała, bo wysłała mi sms’a o tym, że Louis właśnie jej powiedział wspaniałą nowinę. Kiedy Liam przestał się śmiać z mojego podekscytowania, postanowiłam opowiedzieć mu o obawach związanymi z przyjaciółką. On na pewno mi pomoże!
-Też to zauważyłem – pokiwał głową, kiedy przekazałam mu informacje. – Również się o nią martwię. Ale kochanie, zajmiemy się wszystkim, kiedy tylko się do nas wprowadzicie.
Te słowa, jak i sama jego obecność dały mi otuchy. Nie zbagatelizował sprawy, nie machnął ręką. Uśmiechnęłam się, bo do głowy wpadł mi pewien pomysł. A mianowicie - spotkanie z Zaynem! Po paru godzinach spędzonych z moim chłopakiem, umówiłam się z Malikiem. Przyjechał do naszego domu, była już tam Nicole, ona też pomoże. Miałam nadzieję, że nie zlekceważą moich obaw. Szybko przedstawiłam sytuację, bo Ruda miała wejść tu lada chwila.
-Zayn, powiedz prawdę, a zrobimy wszystko by ci pomóc. Czujesz coś do niej?
-Ja… to nie takie proste. Kiedyś była dla mnie przyjaciółką, teraz kiedy zobaczyłem ją, kiedy w dodatku dała mi szansę, moje uczucia się zmieniły – widać było, że się waha, czy może nam zaufać. – Tak, ja ją kocham. Kocham ją, nikt nie darzy kogoś większym uczuciem, niż ja jej.
Spojrzałyśmy na niego z ogromną troską, naprawdę był smutny.
-Musisz działać, Zayn. Najpierw trzeba jej pomóc, widzisz jak ona wygląda? Coś jej jest. Zajmij się nią i bierz ją za żonę, szybko, żeby ci jej ktoś nie sprzątnął sprzed noska. Czaisz? – Nicole starała się działać, ale nie mogła powiedzieć nic więcej, gdyż do salonu wparowała rozpromieniona Ruda.
-Co macie takie miny? –zawołała, uśmiechając się. Jedną ręką oplotła brzuch, jakby coś zakrywając. – Są wakacje kochani, bez spiny luźno, bawcie się z nami, zanim będzie za późno – zanuciła.

*
Londyn powoli kładł się do snu, ruch uliczny gasł, niczym płomyk świecy, a cały gwar wielkiego miasta zastąpiła cisza nocna. W jednym z niewielkich, londyńskich domów dwie przyjaciółki nie spały jeszcze. Jedna z nich złapała za klamkę dębowych drzwi, westchnęła i otworzyła je.
-Mogę na chwilkę? Chcę z tobą porozmawiać. – Młoda, prawie rudowłosa dziewczyna odłożyła książkę i uśmiechnęła się zachęcająco. – Chodzi o ciebie, o twoje zdrowie. Nie wyglądasz zbyt dobrze, po prostu trochę się martwię.
-Nie musisz. Jest okay – odpowiedziała przyjaciółce, ale gdy ta wciąż miała nieciekawą minę, zaczęła tłumaczyć się – Oj, miałam ostatnio ciężki tydzień. Egzaminy, nauka, stres, wiesz jak ja przechodzę takie rzeczy. Dopiero teraz to wszystko ze mnie schodzi, zaczynam czuć, że są wakacje.
-A sińce pod oczami? Jesteś blada.
-Ach, to cię tak dręczy. Jutro idę do apteki, bo rano moje oczy wyglądają, jakbym pracowała 24h na budowie. Po prostu potrzebne Są mi jakieś krople, wydaje mi się, że to od czytania. Jestem blada i zawsze taka będę, to moja karnacja. Przecież wiesz, że nawet gdy się opalę prawie tego nie widać. To co? To by było na tyle.
Ale to było nie prawdą. Rudowłosa nie chciała martwić przyjaciółki. „Niech zajmuje się teraz Liamem i sobą, to jest najważniejsze. Niech odpoczywa. Po co ma się martwić?” – myślała. Allie męczyło coś poważnego, coś co za każdym razem było gorsze niż poprzednie. Ale o tym, będzie wam dane dowiedzieć się później.
Rozmawiały jeszcze długo, śmiejąc się wesoło i wygłupiając. Wreszcie brunetka odetchnęła z ulgą, pożegnała się z przyjaciółką i obie udały się spać. Tak bardzo cieszyła się z tego, że Allie nic nie jest. Zrozumiała, że naprawdę nie ma się czym martwić, z jej ukochaną przyjaciółką wszystko w porządku. Szkoda, że było to nieprawdą. Jednak Alex tego nie wiedziała. Obawy zastąpiło ogromne poczucie ulgi i szczęście. Świat należał do nich; Alexandry, Nicole, Rudzielca i piątki wspaniałych chłopców.


---------------------------------------------------------
Na rozpoczecie wakacji, kochane!
Co u was? Jak świadectwa?
U mnie okey :)
Wesołych wakacji , freeeedom! :*