środa, 16 października 2013

Rozdział 26

*

Zayn zaniósł, śpiącą Allie do sypialni, usnęła na stojąco, opierając głowę o jego ramię. Następnie powrócił do Jacka.
- Ona ma rację – powiedział. – mamy o czym rozmawiać.
- Owszem.
- Więc słuchaj, kochaneczku. Jestem ci wdzięczny, iż zająłeś się nią, kiedy mnie nie było. Ale teraz już jestem, wróciłem i nie musisz się martwić, zatroszczę się o swoją dziewczynę.
- Kocham ją – Jack ukrył twarz w dłoniach, poczuł się słaby, jedyne czego chciał to Allie.
- Ja też. I dlatego nie pozwolę ci jej dotknąć. Miałeś swoje pięć minut.
Mulat w tym momencie był oschły, musiał, chodziło o jego księżniczkę.
- Ty nic nie rozumiesz! – Walker podniósł głos.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo to rozumiem! Chcę, żebyś dał nam spokój… proszę.
Oczy Jacka zakryte były szklistą mgłą, czuł się, jakby Zayn powoli wbijał mu sztylet w serce.
- Mogę się z nią widywać? – zapytał.
- Czego ty ode mnie oczekujesz? Że pozwolę ci do nas przychodzić, wszędzie ją zabierać? Nie rozumiesz, że twoje uczucie będzie wtedy rosło? Z każdym spojrzeniem, z każdym dotykiem. Nie chcę, abyście się spotykali.
Podał piłkarzowi dłoń na pożegnanie i szybko zamknął za nim drzwi. W każdym przypadku, gdyby tak postąpił – miałby wyrzuty sumienia. Teraz tak nie było. A nawet jeśli, tliła się w jego sercu jakaś nutka wyrzutów, to rozmyła się natychmiastowo, gdy ujrzał słodko śpiącą Allie.


~Alex~

Siedziałam w kuchni i piłam poranną kawę. Zastanawiałam się, co dziś porabiać, ponieważ Liam miał wywiad z chłopcami.
Poczułam oddech mojego chłopaka na moim policzku, ucałował go czule, poczym wyrwał mi kubek z dłoni.
- Nie możesz pić kawy – przestrzegł, wymachując groźnie palcem.
- A ty nie możesz traktować mnie, jak dzieciaka – burknęłam w odpowiedzi.
- Ależ kochanie! Ja cię tak nie traktuję, po prostu jesteś w ciąży.
- Liam? Podwieziesz mnie do lekarza?
- Oczywiście – odparł z uśmiechem. – Zbieraj się, jedziemy.

~Allie~

Obudziłam się z okropnym bólem głowy. Uhh, ostro musiałyśmy zaszaleć. Zayna nie było, a na stoliku nocnym leżała karteczka i butelka wody. Świetnie, pojechał na wywiad.
Powoli zwlekłam się z łóżka, a gdy myłam zęby, zadzwonił telefon.
- Tak, Alex?
- Cześć, kochanie, męczy kacyk? – odezwała się przyjaciółka po drugiej stronie. Byłam pewna, że w tym momencie na jej twarzy gości łobuzerski uśmiech.
- Bardzo śmieszne, mamusiu. Co słychać?
- Właśnie wracam od lekarza… wszystko w porządku. Pójdziemy razem na lunch?
- Pewnie – podobała mi się ta propozycja.
Pospiesznie związałam włosy w koka i wrzuciłam na siebie czerwoną koszulę.

*
- Martwię się o Alex – powiedział zestresowany Liam, kiedy chłopcy siedzieli w garderobie.
- Dlaczego?
- Nie dba o siebie, rano piła kawę i…
- Rany, przesadzasz, stary – Hazza poklepał go po ramieniu. – To dopiero drugi miesiąc.
- Łatwo ci mówić, wiesz?
- Harry ma rację, dramatyzujesz, chłopie – wtrącił się Niall.
- To wcale nie jest takie proste. Kocha ją i chce, jak najlepiej dla niej. Poza tym Alexandra jest w ciąży, nic dziwnego, że się wkurza – powiedział rozradowany i pełen energii Zayn. Zgoda z Allie dała mu takiego kopa, iż był teraz w stanie przenosić góry.
- Dobrze mówi – zgodził się Louis, wskazując na Malika marchewką.
W drzwiach ukazała się jakaś kobieta.
- Chłopcy, wchodzimy na antenę.
- Ohh, really? – westchnął Lou, głaszcząc niedojedzone pomarańczowe warzywo.

W tym czasie dziewczęta spacerowały po uliczkach Londynu.
- Ale mam kaca! – wrzasnęła Nicole.
- Błagam, mów ciszej – mruknęła Rudowłosa.
Alexandra się roześmiała, gdyby nie była w ciąży jej reakcja byłaby taka sama.
- Alex, co z twoimi studiami?
- Nie mogę kontynuować nauki.
- Ale ci zazdroszczę – mówiła blondynka. – Przed nami egzaminy, referaty i inne duperele, a ty będziesz sobie leżeć w domku.
- Nicole, bądźmy szczere, nigdy nie lubiłaś się uczyć. Po co studiujesz?
Dziewczyna wzruszyła ramionami, a na jej twarzy powstał grymas.
- Myślę nad rzuceniem szkoły.
- Chyba żartujesz – wyparowała Allie. – Nie mówisz poważnie, prawda?
- Alls, nie wiem, czy kiedyś mówiłam poważniej.
Ruda westchnęła ze zrezygnowaniem.
- I co zamierzasz dalej robić?
- Będę siedzieć w domu.
- Ja będę mieć zajęcie – Brunetka wskazała na brzuch. – Ale ty? Możesz zdobyć dobre wykształcenie i chcesz to porzucić?
- Bez urazy, ale nie popieram tego.
- Tak naprawdę, to co wam do tego? – jęknęła Nicole, ale zaraz ugryzła się w język.
- Masz rację, jesteś dorosła – odparł Rudzielec i zwrócił kroki w kierunku domu.

- O, jesteś wreszcie! – krzyknął Zayn, widząc Allie, wchodzącą do salonu.
Dziewczyna nie odpowiedziała, tylko przytuliła go mocno.
- Hej księżniczko, ja też tęskniłem.
Rudowłosa poczuła, jak bardzo wzbiera jej miłość do Zayna. Uczucie, które czasem towarzyszyło jej przy Jacku było niczym, w porównaniu do tak wielkiego uczucia, którym darzyła Malika.
- Jak minął ci dzień? – zapytał mulat, kiedy przygotowywał gorącą czekoladę.
- Tak sobie… Nicole chce zrezygnować ze studiowania, Alex całkowicie porzuciła myśl o nauce, ale to oczywiste, bo ona jest w ciąży. A Nicole? Powinno jej zależeć choćby na ukończeniu tego roku. Zachowuje się jak dzieciak – wyrzuciła z siebie potok słów.
- Skarbie, Ty i Nicole bardzo się różnicie. Ona mogłaby spędzić dzień na oglądaniu telenoweli, natomiast ty wolisz pisać opowiadanie.
Malik przygarnął rozbitą Allie do siebie i ucałował ją w czoło.
- Zayn? Wiesz, że cię kocham?
- Jeśli tak jest, to musisz zrobić dla mnie jedną rzecz.
Dziewczyna zrobiła krok do tyłu i spojrzała na niego pytająco.
- Nie zamartwiaj się wszystkimi dookoła, nie czuj się odpowiedzialną za wszystkich. Proszę, zrobisz to dla mnie?
Rudowłosa oparła się plecami o ścianę.

- Zrobię, Zayn. 



--------------------------------------------------------------------------------------------------------

Może się cieszycie, może nie - ale to znowu ja! :D 
Zdrowa, w lepszym nastoju Dominika powraca z nowym rozdziałem!
Mam nadzieję, że każdy napisze swoją opinię, ponieważ ostatnio jest mało komentarzy :c

czwartek, 10 października 2013

Rozdział 25


*

Chłopak od razu spostrzegł Allie i nikogo nie zdziwiło, że rzucił się za nią biegiem. Rudowłosa pospiesznie wybiegła na ulicę, a dwie przecznice dalej, zatrzymała się z braku sił. Oparła się plecami o jakąś kamienicę, Malik zagrodził jej przejście i ręce oparł o ścianę, jego twarz od jej ust dzieliło kilka centymetrów.
- Puść mnie – powiedziała dziewczyna spokojnie, acz stanowczo.
- Nie.
- Zayn, proszę, puść. Nie zamierzam się z tobą przepychać.
Malik ponownie zaprzeczył.
- Chcę cię przeprosić. Ja… zachowałem się dziecinnie, byłem okropny.
Dziewczyna milczała, a Zayn kontynuował, odgarniając włosy z jej twarzy.
- To wszystko z zazdrości, kocham cię i nie chce cię stracić. Ten cały Jack… to mnie dobija, ale będę o ciebie walczył, choćby nie wiem co. Każda minuta, godzina bez ciebie to istna męka. Przepraszam.
I pocałował ją, tak delikatnie i subtelnie, ją nagle ogarnęła fala gorąca, palce wplotła w jego włosy, chłopak przyparł nią bardziej do ściany, kiedy zabrakło tchu, oderwali się od siebie.
- Ja też przepraszam.

*kilka godzin później*

~Allie~
Liam i Alexandra zaprosili nas wszystkich dziś do siebie. Domyślałam się, o czym pragną nas powiadomić. Bardzo cieszyłam się na tą wizytę, a na moim sercu zrobił się jeszcze cieplej, kiedy ujrzałam Payne’a ściskającego czarnulkę. Mój uśmiech ponownie się poszerzył, gdy Zayn ścisnął moją dłoń, a ja zerknęłam na całą pozostałą szóstkę zgromadzoną w salonie.
- Ale fajnie – mówił podekscytowany Niall. – Dawno tak nie siedzieliśmy razem.
- Fakt – zauważył Lou. – Trochę minęło od tego czasu.
Gawędziliśmy tak sobie, w między czasie pomagałam z Nicole, Alexandrze serwować wszystkim kawę i herbatę. Ale gdy wszyscy już wygodnie zasiedli i obżeraliśmy się z blondynkiem pysznymi ciasteczkami, Liam wyszedł na środek pokoju i pociągnął ku sobie Alex.
- Chcemy wam o czymś powiedzieć – rzekł, a jego oczy pajały szczęściem, tak samo jak i mojej przyjaciółce. Widać, że dużo o tym rozmawiali, wykazali się dojrzałością i sięgnęli po swoje szczęście. – Ja i Alex będziemy mieć dziecko.
Każdy rzucił się do nich z gratulacjami, wszyscy cieszyli się na wieść nowego członka ‘naszej rodziny’. Nikt nie zadawał zbędnych, krępujących pytań.
Chłopcy siedzieli rozradowani w salonie, oglądając film. Ja zaś z dziewczynami piłam sok w kuchni, rozmawiając.
- Cieszysz się? – rzuciła Nicole w kierunku brunetki.
- Na początku było mi ciężko. Ale przyjechał Liam, okazało się, że on tego pragnie i…
- I wszystko nabrało nowego sensu – dokończyłam za nią.
- Mam pomysł. Chodźmy to oblać! – zawołała blondynka.
- Ciąża równa się zero alkoholu – przypomniałam.
- Tak, Alls ma racje, ale w sumie… z chęcią wykorzystam mój ostatni czas na trochę tańca. Wiecie, zaraz będę wielką ciężarówą i nie wpuszczą mnie do klubu!
Zaśmiałyśmy się wszystkie, ale Alex nie rzuca słów na wiatr, tak więc po dwóch godzinach szalałyśmy w klubie.

*
Trójka przyjaciółek bawiła się w najlepsze, równie świetnie się prezentując. Mamusia Alex ubrana była  w koronkową bluzkę i cętkowate legginsy, korzystała z ostatnich chwil noszenia obcasów, Nicole w kolorowej sukience okupowała bar. Natomiast Allie podbijała parkiet w czarno-białej sukience z odkrytymi plecami. Nie było chłopaka, który za nimi by się nie obejrzał, ale cóż, jak się im nie dziwić?
Czarnulka tańczyła z jakimś uroczym blondynem, Nicole co chwilkę zmieniała partnerów, a Rudowłosa kołysała się w takt muzyki w ramionach bardzo przystojnego bruneta, chłopak z uwagą przypatrywał się jej.
- Co pomyśleliby sobie nasi chłopcy? – powiedziała Alexandra, kiedy wreszcie zasiadły nad drinkami w barze.
- Liczy się tu i teraz – odparła bezwiednie Blondynka, a Allie przyznała jej racje, to był ich czas i mogły robić, co chciały.
I tak przy miłej pogawędce w końcu po którymś z rzędu alkoholowym napoju, rozgrzane wróciła na parkiet.
Zatracając się w beztroskim tańcu przy dobrej muzyce, nie zauważył, jak do klubu weszli Zayn, Liam i Louis. Domyślacie się zapewne, dlaczego.
Kiedy Tomlinson zauważył ledwo przytomną Nicole, tulącą się do jakiegoś bruneta, natychmiastowo wyrwał ją z jego ramion.
Alexandra, trzeźwa, wpadła w ramiona swojego Liama.
W tym czasie Malik podszedł do ciemnowłosego chłopaka, z którym tańczyła Ruda, odsunął ją od niego i syknął.
- Łapy przy sobie. Ona jest moja.
Niespodziewanie wziął ją na ręce i zaniósł do auta.
- Skarbie, ja mogę iść sama – powiedziała, a Malik zaśmiał się, nigdy nie widział tak pijanej Allie.
- Tak? A może ja wolę ponieść moją księżniczkę.
Pocałował ją.  Kiedy dojechali do domu, mulat zaprowadził dziewczynę do sypialni i ułożył na łóżku.

Ruda odnalazła pod nim różowego kapcia i przycisnęła go do ucha, myśląc, że jest to telefon.
- TU AKWARIUM, ZGŁOŚ SIĘ RYBA! – Zayn zachichotał. 
Allie była tak bardzo pociągająca, a w dodatku pijana. Przeraziła go myśl, iż ktoś mógłby wykorzystać ten fakt.
- Skarbie, to nie jest komórka, chodź, idziemy spać.
Kiedy dziewczyna zobaczyła, że Malik zmierza w jej kierunku, przycisnęła kapcia jeszcze szczelniej do twarzy.
- OVER, IDĄ PO NAS! ODBIÓR! – i wyrzuciła go przez okno.
Mulat wybuchł kolejną salwą śmiechu i pocałował ją w policzek.
- O, jak miło – rzekła Ruda.
Dzwonek do drzwi obwieścił gościa.
- Pójdę otworzyć.
Malik wyszedł na korytarz, zbiegł po schodach, szybkim krokiem, przechodząc przez salon i wreszcie pociągnął za klamkę.
U progu drzwi ukazał się Walker.
W tym czasie rudzielec powoli schodził po białych schodkach, lekko się chybocząc.
- O, Jackuś! – zaszczebiotała na widok przyjaciela. Chciała przyspieszyć swoje powolne schodzenie, co niemal zaskutkowało bliskim spotkaniem z podłogą. Na szczęście jej chłopak ją przytrzymał, jakby automatycznie znajdując się obok niej.
Natomiast, gdy piłkarz zobaczył bezradną dziewczynę w samej koszulce i podkolanówkach, uśmiechnął się kokieteryjnie.
- Hej, Alls. Widzę, że miewasz się świetnie.
- Ja bym się nie miewała? – zachichotała w odpowiedzi.
- Jak widzisz, wspaniale radzi sobie bez ciebie – mówił Zayn przez zaciśnięte zęby – więc możesz już iść.
Jedna brew Jacka powędrowała ku górze.
- Właśnie widzę. Tak wspaniale, że aż się przy tobie upija.
- Nieeeee – odparła dziewczyna, wesoło się śmiejąc. – oblewałyśmy! Alex jest w ciąży.
- Naprawdę? Cudnie – Walker wyglądał na szczerze ucieszonego.
- Super, prawda? A teraz wiesz, co i jak i możesz iść, żegnam.
- Nie wyganiaj go, Zayni – Allie poprowadziła gościa do kuchni. – napijmy się jeszcze winka!
- Skarbie, myślę, iż na dziś starczy.
Evans jakby zignorowała słowa chłopaka i nalała Jackowi whisky.
- Nie, dziękuję – ten także był przekonania, że Rudej na dziś już w zupełności wystarczy. – Zayn ma rację, poza tym jestem samochodem.

- Więc porozmawiajmy.





------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Szczerze mówiąc miałam inne plany - jednak ciężko mi je zrealizować, wiedząc, jak nie lubicie Jacka. Jak widzicie, jest zgoda. Wiem, że się na mnie wkurzycie, że znowu jest Jack. Ale musi być, jeszcze tylko troszkę i zostawi Allie w spokoju, obiecuję! 
Jak mija Wam ten tydzień? Ja mam anginę i nie czuję się zbyt dobrze :c. 

sobota, 5 października 2013

Rozdział 24


*


- CO TO MA BYĆ?! – Zayn rzucił gazetę na kuchenny blat, kiedy następnego poranka, Allie przygotowywała referat na studia.
- Gazeta – odparła ze stoickim spokojem, tym samym szybko, analizując, co za bzdury dziennikarze mogli w niej napisać.
- Tak? – syknął Malik, poczym podszedł do niej, szarpnął za nadgarstek i poprowadził do blatu. Szybko odnalazł artykuł i zdjęcie na którym była Ona. Z Jackiem. Fotografia ukazywała, jak Walker ją przytula do swojego boku, oboje się śmieją.

Podczas pobytu Zayna Malika w dwumiesięcznej trasie koncertowej, jego śliczna dziewczyna, Allie Evans nie zamierza nudzić się w domu. Pod nieobecność chłopaka świetnie bawi się w innym towarzystwie, równie zniewalającym, co Zayn. Nikogo to oczywiście nie dziwi, bo dlaczego tak urocza studentka miałaby poprzestawać na jednej zdobyczy? Owym kąskiem jest Jack Walker we własnej osobie, jeden z najprzystojniejszych piłkarzy świata. Widać, że para świetnie się bawi. Z poprzednich źródeł informacji wiemy, iż zainteresowani się przyjaźnią. Jednak nie wygląda to na przyjacielskie spotkanie. Co na to Zayn?” – mówił fragment reportażu.

Rudzielec zaśmiał się kpiąco. Jak można w ten sposób niszczyć ludziom życie? – pomyślała o dziennikarzach i paparazzi.
- I ty się jeszcze śmiejesz? – krzyknął przejęty Zayn.
- Owszem, przecież to brednie.
- Artykuł tak, ale zdjęcie mówi samo za siebie.
- Skoro tak sądzisz. Zayn, skarbie – uniosła gazetę i wskazała na fotografię. – przecież to nic takiego, zwykły, przyjacielski uścisk.
- Nie! Nie wierzę w to! – ton jego głosu podnosił się, aż do krzyku. – Nie jestem ślepy.
- Nie zachowuj się, jak dziecko! – dziewczyna broniła swoich racji zaciekle, nie zamierzała się poddać, w dodatku zirytowała ją reakcja jej chłopaka.
- Ja się zachowuję jak dziecko? Ja?!
- Tak, właśnie ty!
- Dziwne – odciął się jej. – A przecież to ty obściskujesz się z innymi, kiedy to ja jestem w pracy! Więc kto zachowuje się jak dziecko?
- Nie obściskuję się z nikim, przecież ci mówiłam. Nadal nie rozumiesz?
- Nie rozumiem, Allie. Dobrze wiem, że Jack chce położyć na tobie łapska! Nie dopuszczę do tego!
- Nie? To po co to robisz? – łzy zaczęły zbierać jej się w kącikach oczu.
- A chcesz tego? – wrzasnął, podnosząc się z krzesła i wskazał na drzwi. – To proszę bardzo, droga wolna!
- Tak? Jesteś tego pewny?
- Jestem pewny, mam dość myślenie ciągle, czy ktoś mi ciebie nie zabierze! Idź, leć do tego swojego mięśniaka!
- Nie jestem przedmiotem, kiedy w końcu to sobie uświadomisz? – szepnęła, wychodząc z domu, poczym trzasnęła drzwiami z całej siły. Łzy lały jej się po twarzy.
W październiku panował niezwykły chłód na dworze, tak, jak to zwyczajnie w Londynie. Nie padał deszcz, lecz wiatr wiał mocno, poruszając gałęziami drzew. Rudowłosa szła pustymi chodnikami, ubrana jedynie w sam sweter i jeansy. Ręce chowała w rękawy, a tusz, którym rano umalowała rzęsy, znajdował się teraz na jej wychłodzonych, od niskiej temperatury policzkach, wytarła szybko z nich tusz, aby nie zwracać zbytniej uwagi przechodniów.
W pierwszej chwili chciała porozmawiać z Nicole, czy Alex, ale przypomniała sobie, że chłopcy przylecieli dwa dni temu i chcą się nimi nacieszyć. Po co miałaby im przeszkadzać? Postanowiła pogadać  z nimi jutro.

~Jack~
Oglądałem mecz w telewizji, kiedy usłyszałem ciche pukanie do drzwi. Powoli zwlekłem się z łóżka, zaglądając najpierw do łazienki, aby przejrzeć się w lustrze. Po wczorajszych naprawdę ciężkich do późnej godziny treningach nie doszedłem jeszcze do siebie. Jednak nie było tak źle, jak myślałem, wory pod oczami nie były już, aż tak duże. Przeczesałem włosy ręką i poszedłem otworzyć drzwi.
Kto przed nimi stał? Najsłodsza istota na świecie, wzrok miała wbity w czubki butów, a dłonie ukryte w rękawach swetra, kiedy podniosła oczy na mnie, natychmiast zrozumiałem, że płakała.
Kiedy Allie opowiedziała mi całą zaistniałą sytuację buzowałem od wściekłości. Co za skończony kretyn! Nie mam prawa nawet jej przytulić, a w dodatku, zamiast wytknąć to mi, to robi awantury niczemu winnej dziewczynie?!
- Ja… nie powinnam do ciebie przychodzić – wyszeptała, a po jej policzku spływała pojedyncza łza.  – źle zrobiłam… przepraszam.
Zerwała się z krzesła i chciała wyjść z mieszkania, ale zagrodziłem jej drogę.
- Zostaniesz dziś u mnie, a potem pomyślimy, co dalej – ucałowałem ją w czubek głowy.

~Allie~
*trzy dni później *
Weszłam do domu, a kiedy upewniłam się, że nie ma jeszcze Zayna pobiegłam na górę. Spakowałam do torby kilka rzeczy i trochę ubrań. Tak, na razie tyle mi wystarczy.
Dom był w kiepskim stanie, salon pozagracany papierkami i śmieciami, a w kącie leżał pobity wazon.
Wybiegłam z niego, nie chcąc myśleć o tych wszystkich nie przyjemnych sprawach, które spotkały mnie kilka dni temu. Udałam się do parku, gdzie siedząc na ławce, wpatrywałam się na samotnie siedzącego chłopca. Usadowił się wśród kolorowych, opadłych liści, brodę oparł o kolanka, miał na sobie czarny, lekko podniszczony płaszczyk i ciemne trampki.
Co taki malec robi samotnie w parku?
Po pewnym czasie, kiedy chłopczyk nie ruszał się z miejsca, podeszłam do niego, niezbyt pewna swoich poczynań.
- Cześć, jak masz na imię? – zapytałam go rezolutnie.
- Leo – odparł nieśmiało, jednak po chwili rozmawialiśmy ze sobą, jak najlepsi przyjaciele. Kiedy zauważyłam, że chłopiec trzęsie się z zimna, podałam mu swoją nierozpoczętą jeszcze gorącą czekoladę.
- Trzymaj, naprawdę dobra.

*
A prawdą było to, że chłopiec nie miał łatwego życia. Mieszkał z rodzicami, którzy niezbyt interesowali się jego istnieniem. Nie przejmowało ich nawet to, czy syn kiedykolwiek wróci cały i zdrowy, lub czy w ogóle wróci ze swoich wędrówek po mieście. Maluch chodził przeważnie głodny, a kiedy upił łyk czekolady, uznał, że zapomniał, jak ona smakuje. Kiedy Allie dowiedziała się kilka faktów z jego życia pospiesznie przeszukała torbę, a gdy w końcu odnalazła portfel, wyjęła z niego kilka banknotów i włożyła mu do kieszeni płaszczyka, Leo odmawiał, ale wreszcie przyjął pieniądze.

W pewnej chwili, rudowłosa zauważyła na końcu parku trzy postacie. Niall, Harry i Zayn, od razu ich rozpoznała, pożegnała chłopca i wybiegła na ulicę.



----------------------------------------------------------------------------------------------------------

Miałam wolną chwilę i wykorzystałam ją na napisanie nowego rozdziału. Nie robi on szału, aczkolwiek nie jest najgorszy.
Nasza Madzia ma prawo jazdy, zdała za pierwszym razem, więc myślę, że należy się Jej jakiś toast! HIP HIP - HURA! Gratulacje, mała :*

czwartek, 3 października 2013

Rozdział 23

*

Słońce dopiero wschodziło nad Londynem, kiedy po pięknym domu rozchodził się zapach kawy. Zayn stał oparty o kuchenny blat i z namysłem wpatrywał się w kubek, siorbiąc nietaktownie z niego gorący, parujący napój. Wszystkie jego myśli krążyły koło znanej wam dobrze osobie. Z namysłu wyrwał go dzwonek do drzwi. Szczerze zdziwiony poszedł je szybko otworzyć, by ten ktoś nie zbudził pukaniem Allie.
- Hej, stary – powiedział radośnie Hazza.
- Umm – zdziwiony Malik dobierał słowa. – Cześć, fajnie cię widzieć i w ogóle, ale…
- Wiem, wiem. Godzina. Nieodpowiednia. Wiedziałem, że nie będziesz spał, dlatego jestem.
- Fajnie…
- No, super, nie? – dodał uradowany Harry. – Ja też nie mogę spać.
- Loczek, czy ty coś brałeś? –mulat podrapał się bezradnie po karku.
- Co sugerujesz? – Harruś zerknął na niego wymownie.
- Nic, po prostu… nie ważne!
Do kuchni weszła rozbudzona Ruda, ubrana jedynie w bieliznę i koszulkę Zayna. Płomienne włosy spływały jej kaskadą fal, po jednym ramieniu, aż do końca żeber. Widząc Harrego, zamiast uciec z piskiem, przykrywając całkowicie obnażone nogi, zawołała:
- Harry! – i rzuciła mu się na szyję.
- Cześć, Alls! – przywitał ją równie wesoło a może jeszcze bardziej.
Zayn objął ją jedną ręką w pasie.
- A ja? – wydął wargi i ułożył je w podkówkę. Przytulił swoją dziewczynę. Rudzielec bezradnie wzruszył ramionami.
- Przepraszam, sam widzisz – wskazała na Malika. – Mam w domu małe dziecko.
Po chwili siedzieli w trójkę na kuchennych blatach, pijąc kawę.
- Powiem wam, że… hm, jest mi ciężko samemu – wyznał cicho Harry. – wolałem, kiedy mieszkaliśmy razem.
- Nie ma problemu, jeśli chcesz to możesz wpaść dziś do nas na kolację – zaproponowała mu przyjaciółka.
Jego oczy zalśniły, widać, że doskwierała mu samotność w dużym domu.
- Naprawdę?
- Pewnie, bądź o osiemnastej.

Za godzinę Loczek wyszedł, postanawiając trochę się zdrzemnąć, a Allie udała się do łazienki.
Kiedy stała przed lustrem już wykąpana, robiąc makijaż, do toalety wszedł Zayn.
- Mała, co powiesz na małe zakupy?
- Miałam taki zamiar, muszę kupić jakieś produkty na kolację… ty odpocznij sobie, zostań w domu.
- O nie, kiedy wreszcie przyjechałem do mojej księżniczki mam ją zostawić samą? – zaprzeczył, mocno gestykulując i podkreślając każde słowo.
Po kilkunastu minutach Allie wyszła z łazienki ubrana w czarną koszulę i czerwone rurki, opinające się na jej zgrabnych nogach, na stopach miała szpilki, a na głowie burzę loków. Znudzony Zayn, czekający na nią przed telewizorem w salonie rozdziawił lekko buzię.
- Idziemy? – zaszczebiotała wesoło. Odpowiedział jej czułym pocałunkiem, po czym przygryzł wargę, tak jak miał w zwyczaju. Chłopak chwycił ją za dłoń i poprowadził do samochodu, przedtem, szarmancko otwierając jej drzwi.
- Moglibyśmy się przejść – powiedziała Allie, kiedy jechali do marketu po zakupy.
- Przepraszam, skarbie – Zayn chwycił jej dłoń, a drugą ręką trzymał kierownicę. – Uznałem, że bez sensu chodzić z torbami po mieście.
- No tak, masz racje.
- Wieczorem możemy się gdzieś przejść – otoczył ją czułym spojrzeniem.
Było wcześnie,  więc w sklepach nie było zbyt dużej ilość ludzi, dzięki temu zakupy przebiegły sprawnie. Nim się obejrzeli, Ruda wypakowywała torby w kuchni.
- Co pani podaje na dzisiejszą kolację? – zagaił Zayn, zachodząc ją od tyłu i całując jej szyję.
- Myślałam na jakąś sałatką i… kurczakiem. Ale nie wiem, czy to odpowiednie. Boję się, że za mało wykwintne menu – mówiła przejęta Allie, była przy tym bardzo poważna i nieco zestresowana.
Malik złapał ją delikatnie za nadgarstki.
- Kochanie przestań, to zwykła kolacja. Poza tym, przecież wiesz, że…
- Tak, wiem, że kochasz kurczaka bardziej, niż mnie – stwierdziła Rudowłosa i wróciła do krojenia papryki.
Zayn coś jeszcze mamrotał, ale ona zbyt pochłonięta była przygotowaniem kolacji i myślami.
Gdzieś w tym całym zamieszaniu brakowało jej Jacka.

Po godzinie siedemnastej nowa zastawa leżała na stole, świeże kwiaty dekorowały go, a dom prezentował się wspaniale.
Rudowłosa wpinała kolczyki, kiedy do sypialni wszedł ubrany w koszulę, niezwykle kuszący Zayn.
- Wyglądasz idealnie – wymruczał jej do ucha, przygryzając tym samym płatek jednego z nich.
- Nie podlizuj się – dziewczyna uszczypnęła go w policzek, na co chłopak uniósł jedną brew ku górze. Mocnym ruchem przyciągnął ją do siebie i… zadzwonił dzwonek.
- Oj, jak miło – zachichotała dziewczyna, a Zayn naburmuszony poszedł otworzyć drzwi.
Przywitał go Hazza z butelką wina w ręku.
Ucałował policzek Allie na powitanie, a zaynowi przybił ‘piątkę’.
I mimo, iż była to porządnie przygotowana kolacja, atmosfera była zupełnie rozluźniona, wręcz przeciwnie to wykwintnie udekorowanego stołu i lśniącego mieszkania.
Harry tykał Malika widelcem, na co ten piszczał, jak dziewczynka. Ruda udawała gwiazdę popu, śpiewając do wazonu.

- Dziękuję za zaproszenie – powiedział Styles, ocierając usta serwetką. – To było naprawdę rewelacyjne, Alls.
- Dziękuję, polecam się na przyszłość – odpowiedziała mu promiennym uśmiechem.
- Fajnie było posiedzieć tak znowu razem – stwierdził Loczek, znacznie pochmurniejąc. – Zajrzałem wczoraj Louisa, myślałem, że może obejrzymy jakiś film, ale Nicole wyraźnie dała mi znać, że woli, abym wyszedł – wzruszył ramionami.
Allie go przytuliła.

- Jest mi przykro, Hazz. Dopiero przyjechaliście, pewnie chciała nacieszyć się Louim. Nie gniewaj się na nią. 





------------------------------------------------------------------------------------------------------
Sieeemczi! Jak leci?
Dziękuję bardzo za skomentowanie ostatniego posta, to naprawdę mi pomogło ♥
Jak podoba Wam się rozdział? Informuję, że im więcej będzie Waszych komentarzy, tym szybciej pojawi się nowy :'))

poniedziałek, 30 września 2013

Trolololo :))

Cześć Wam! Będę bardzo wdzięczna jeśli zechcecie skomentować ten post i mi pomóc. Liczy się każde wasze zdanie i uwaga.
Oczywiście blog będzie funkcjonował jeszcze długo, ale żeby wymyślić dalszy przebieg zdarzeń, potrzebne jest wasze zdanie. Jak zakończyć opowiadanie?
Są dwie możliwości :
- Wszyscy szczęśliwi i każdy ma swój 'złoty środek' na problemy! :)
- Lub nieco bardziej dramatycznie i smutno.

Wasz wybór bardzo mi pomoże.
 Poza tym - zapraszam na mojego świeżego aska, może którejś z Was też się nudzi? :D
http://ask.fm/rudziiak



piątek, 27 września 2013

Rozdział 22


*

Jack wrócił do swojego domu, zaczynał się sezon Ligii i całe dnie przesiadywał na stadionie. Ruda cieszyła się z tego faktu. Jego nadopiekuńczość była irytująca, a ona przecież nie potrzebowała niańki.
Październikowy wiatr nie należał zbyt przyjemnych. Podmuchami strącał kolorowe liście drzew. Dzieci na ulicach zbierały barwne liście i chowały do kieszeni kurtek.

~Allie~
Wybierałam się dziś do Alex. Nicole wyjechała na weekend do domu, a my zostawałyśmy w Londynie.
Idąc rozkoszowałam się jesiennym powietrzem, rozwiewającym mi włosy. Wreszcie czułam się naprawdę zdrowa i szczęśliwa. Powoli układałam sobie wszystko w głowie, czekając na przyjazd Zayna. Tak bardzo za nim tęsknię.

Zapukałam do drzwi i nie czekając na odpowiedź, weszłam do domu Alexandry i Liama. Jednocześnie zdejmując jasną kurtkę rozejrzałam się po przedpokoju.
- Cześć kochana – zawołała czarnulka, przytulając mnie mocno. – Jak się czujesz?
- Wspaniale. Wreszcie.
Jednak od razu zaniepokoił mnie wygląd przyjaciółki. Nieumyte włosy miała splecione niedbale gumką, a jej dresy były niezbyt czyste.
Alex, nie zważając na bałagan w salonie poprowadziła mnie do kuchni po której walały się brudne naczynia i opakowania po jedzeniu. Coś było nie tak.
- Co jest z tobą, robaku? – zapytałam prosto z mostu, aby uniknąć wszelkich bezsensownych wprowadzeń.
Dziewczyna usiadła na blacie.
- Allie… ja… - ukryła twarz w dłoniach, podeszłam do niej i pogładziłam po jednej z nich.
- Dalej, mała. Nie martw się, wiesz, że we wszystkim ci pomogę.
-… ja jestem w ciąży – spojrzała na mnie przerażonymi oczyma.
Byłam zaskoczona, Alexandra zawsze gadała, że dłuuuugo jeszcze nie będzie myśleć o dzieciach. Zdarzyło jej się to wcześniej, niż myślała. Jedyne, co w tej chwili mogłam zrobić to pogłaskać ją po policzku i przemówić łagodnie.
- To cudownie, słońce.
- Nie, to okropne! – podniosła głos. – Przecież Liam mnie zostawi. Po co mu jakiś hipopotam z dzieciakiem! Przecież on jest sławny, nie ma na to czasu i ochoty. Ma karierę i… - nakręcała się.
- O, nie – zaprzeczyłam, muszę przemówić jej do rozsądku. – z tego należy się cieszyć, a nie płakać!
- Jak mam się cieszyć, Alls? On mnie nie będzie chciał!
- A skąd wiesz? – żadna z nas nie zauważyła wejścia Liama. Stał w drzwiach kuchni, a w jego oczach igrały ogniki nieskończonego szczęścia.
Po cichu wycofałam się ku drzwiom wyjściowym, teraz powinni zostać sami.

~Liam~
Kiedy usłyszałem, jak Alexandra opowiada o dziecku poczułem radość. Kocham ją i nigdy nie zostawię, nie wiem, co przyszło jej do głowy.
- Ale Liam, ty teraz nie możesz… przecież…
- Oh, daj spokój – zamknąłem jej usta pocałunkiem.
- Naprawdę? Naprawdę nadal mnie chcesz? – niedowierzała. Uniosłem ją delikatnie.
- Oczywiście, wariatko! Zrobię dla was wszystko.

~Zayn~
Czekałem w domu na Allie. Wiedziałem, że jest u Alex, ale tak bardzo pragnąłem ją zobaczyć! Nie widzieliśmy się dwa tygodnie, a to zdecydowanie za dużo. Rany, co ta dziewczyna ze mną zrobiła? Nie mogę nawet usiedzieć w miejscu tylko chodzę od okna do okna.
Wyszedłem przed dom, widząc idącą Allie. Na pewno nie wie, że już jestem!
Wyciągnąłem ręce przed siebie, aby mogła się we mnie wtulić, kiedy zobaczyła, podbiegła do mnie. Pocałowałem ją w czubek głowy.
- Hej, mała – odsunąłem się kawałek, by móc ujrzeć jej twarz. Mleczna buzia przykryta była teraz delikatnymi, zdrowymi rumieńcami, a oczy lśniły blaskiem. Wyglądała cudownie. – Boże, jak ja za tobą tęskniłem! Nawet sobie tego nie wyobrażasz.
- Nie wyobrażasz sobie, jak ja tęskniłam – odparła, a w jej oku pojawiły się łzy.
- Przepraszam, skarbie. Przepraszam – znów zmniejszyłem odległość między nami. – Przepraszam, że zostawiłem cię samą w szpitalu, nie mogłem zostać.
Nie odpowiedziała. A mnie nagle oblał zimny pot. A co jeśli wybrała Jacka? Bo przecież on był przy niej cały czas. Był przy niej, gdy go potrzebowała. Mogłaby z nim wieść normalne życie. Ja bez niej nie przeżyję ani jednego dnia...
Odsunęła się ode mnie. Poczułem silne ukłucie w sercu.
- Przecież wiem – jej usta układały się w nieśmiałym uśmiechu. Kocha mnie, kocha! Ludzie słyszycie?! Ona mnie kocha! Zapragnąłem ją pocałować i tak po prostu wpiłem się w jej słodkie wargi, smakujące malinową szminką. Odwzajemniła pocałunek, a kiedy brakowało nam tchu, oparła swoje czoło o moje.
- Nigdy więcej cię nie zostawię, obiecuję.
Poczułem, jak moja miłość do niej ponownie wzbiera, z jeszcze większą siłą.
Weszliśmy do domu, który lśnił czystością, co wcale mnie nie zaskoczyło. Pomogłem Allie zdjąć kurtkę. Mimo chłodu, panującego na dworzu, miała na sobie króciutką spódniczkę.
- Nie lubię, jak się tak ubierasz, kiedy mnie nie ma – stwierdziłem z grymasem na twarzy.
- Zazdrosny? – wyszeptała w odpowiedzi moja dziewczyna, wkładając dłoń w tylną kieszeń moich jeansów.
- Jak tu nie być? – pytaniem na pytanie odpowiedziałem ja, wspaniały Zayn Malik, przyciągając ją do siebie.
Allie udała, że się zastanawia, po czym złożyła na moim policzku całusa i uciekła z moich ramion rozbawiona.






~Jack~
Wracałem z treningu z zamiarem wpadnięcia do Allie. Bardzo tęskniłem. W moim sercu tlił się płomyk nadziei, że ona także.
Już miałem wjeżdżać na podjazd pod jej i Zayna domem, wyjść z samochodu, zadzwonić do drzwi i dać jej bukiecik kwiatów, ujrzeć jej piękny uśmiech, ale…
Jednak tego nie zrobiłem.
W jednej chwili, w krótkim momencie, straciłem chęć do wszystkiego. Przed ładną willą stał Malik trzymający łapska na mojej Allie. A ona tuliła się do niego.
Nie tęskniła za mną.
Szybko wykręciłem swoim volvo w drugą ulicą, kierując się do domu. Kiedy dojechałem do sporego apartamentowca, wysiadłem z samochodu, a idąc do domu, wyrzuciłem bukiet kwiatów do kosza na śmieci.
Rozłożyłem się na szarej sofie w swoim mieszkaniu. W ręku trzymałem plik zdjęć. Allie. Na każdym z nich była Alls, tu uśmiechająca się uroczo do obiektywu, a na następnym, czytająca książkę. Odłożyłem fotografie na stolik.
Po pokoju rozległ się dźwięk dzwoniącej komórki. Zerknąłem na wyświetlacz – mama.
- Cześć mamo.
- Ah, Jack! – zawołała rodzicielka przez telefon. – Dlaczego się nie odzywasz?
- Mam ostatnio mały zawrót głowy, przepraszam, mój błąd.
- Mam nadzieję, że nie masz żadnych problemów, słonko! – odparła nieco zmartwionym tonem.
- Skądże, po prostu praca, praca.
Zagadywała mnie jeszcze kilka minut, wypytując, czy biorę witaminy, jem regularnie posiłki i takie tam przyziemne sprawy, o które martwi się każda mama. Ale od jej pytania o kłopoty nie słuchałem zbyt dobrze i odpowiadałem półprzytomny.

Jestem młody, robię to, co kocham, mam pieniądze i z wyglądem też u mnie nie najgorzej. Jaki był mój problem? Nie mogę zdobyć dziewczyny, którą tak bardzo kocham. A najgorszy jest fakt, że wiem, iż nigdy nie spotkam kogoś tak wyjątkowego.




----------------------------------------------------------------------------------------------------------

Hej, Ladies! ♥
Jak minął Wam ten tydzień? Mi okropnie, tak ciężko wstaje się do szkoły :xx
I jak podoba Wam się rozdział? Powiem tyle - starałam się, aby dorównał Waszym wymaganiom!

poniedziałek, 23 września 2013

Rozdział 21

~Jack~

Patrzyłem, jak Allie śpi. Leżała na sofie, okryta kremowym kocem, miękką poduszkę przyciskała do twarzy. Dwie godziny temu wróciliśmy ze szpitala, od razu zasnęła, była wykończona. Mimowolnie na mojej twarzy zagościł uśmiech, za sprawą najpiękniejszego widoku na świecie.
Cieszę się, że każdą chwilę mogę poświęcić jej, mam teraz przerwę w lidze.
Zacząłem się zastanawiać, czy Malik naprawdę ją kocha. Ja nigdy nie zostawiłbym Allie samej z nim na tyle dni. Nie oddałbym jej.
Przejechałem dłonią po karku i poszedłem w stronę łazienki, aby wziąć prysznic.



*
Kiedy Jack się kąpał, Allie się przebudziła. Opatulona w koc poszła do garderoby, by wyjąć z niej kilka rzeczy. Rozejrzała się między półkami, szukając beżowych dresów. Kiedy wreszcie je dostrzegła znalazła pozostałe części ubioru i przebrała się w sypialni. Czuła się już lepiej, a rany na dole głowy nie było nawet widać. Straciła trochę na wadze, ale nie przeszkadzało jej to, wręcz przeciwnie – cieszyła się, ze schudła.
Korzystając z okazji, iż Walker bierze prysznic, wybiegła z domu. Nie robiła tego zbyt szybko, biegła swoim tempem, kierując się do parku. Chodniki były puste, zapewne ze względu na beznadziejną pogodę, co jakiś czas padał przelotny deszcz, a każdego wieczora lało. Taka była właśnie październikowa pogoda w Londynie. Jednak ona lubiła te dni, każdy cieszył się słonecznym latem, dlaczego  więc nikt nie mógł pokochać pachnącej deszczem jesieni?

~Allie~

Tak jak kilka tygodni temu, biegłam, oddychając miarowo. Dla siebie, dla zdrowia, dla kondycji. Wracając do domu, lekkim krokiem, poczułam, że chyba nie powinnam biegać już w pierwszy dzień po pobycie w szpitalu.
Skróciłam trasę, czując, jak moje nogi stają się ciężkie. Kiedy weszłam do domu, Jack już na mnie czekał. Ręce założył na nagim torsie, ciemne włosy miał mokre i potargane, a jeansy zsuwały mu się z bioder. Pewna byłam, że zacznie prawić mi morały, lub po prostu na mnie nakrzyczy. Nie zrobił tego.
Po prostu mnie przytulił, tak normalnie, najzwyczajniej na świecie. Poczułam ciepło bijąco od jego ciała i przylgnęłam jeszcze bliżej. On również zmniejszył przestrzeń pomiędzy nami.

*

Ulice Londynu były puste. Każdy siedział w domu pod kocem, oglądając ulubione filmy. Krople deszczu uderzały cicho o szyby domów i chodniki. Wiatr wiał mocno.
Rudowłosa i Jack odpuścili sobie wieczorny spacer. Siedzieli na dywanie w salonie, jedząc słodycze. Dziewczyna zaśmiała się melodyjnie, widząc umorusanego czekoladą przyjaciela.
- Od kiedy masz dziewiczy wąsik, Jack?
- Kpisz sobie ze mnie? – zawołał oburzony, jednak oboje wiedzieli, że udawał, tak naprawdę sam był rozbawiony. Otarł wierzchem dłoni usta.
- Jeszcze tu – wskazała Ruda kącik wargi.
- Gdzie? – celowo zapytał chłopak, jak nigdy łaknąc dotyku Allie.
- O tu – pokazała ponownie, tym razem sama ścierając czekoladę. Jack przypatrywał się dokładnie wszystkim jej poczynaniom. – Masz niesamowite oczy.
- Tak?
Pokiwała głową, rumieniąc się lekko. Po co to powiedziałam? – po chwili pożałowała swoich słów.
- Czy ty się rumienisz, czy mi się wydaje? – odparł Jack, chwytając ją za rękę.
Po pokoju rozległ się dźwięk dzwoniącego telefonu.
- Odbierz – powiedziała Allie, widząc niezdecydowaną minę Jacka. – Serio, odbierz.
Wyjął z kieszeni komórkę, po czym kliknął zieloną słuchawkę.
- Tak? – chłopak wpatrując się w Rudą, słuchał rozmówcy. – Nie, stary. Nie, nie dziś. Mam duuużo ciekawsze zajęcia. Do zobaczenia, cześć.
Rudowłosa spojrzała na niego pytająco.
- Chłopacy z zespołu. Chcieli wyciągnąć mnie na mecz.
- Idź – zachęciła go. – Oj, nie patrz tak na mnie, poradzę sobie! Nie jestem dzieckiem.
- Udowodnij – szatyn uśmiechnął się łobuzersko.
Dziewczyna się obruszyła i przeszła do kuchni.
- Nie muszę ci nic udowadniać.

*dwa dni później*

W salonie toczyła się zacięta walka. Nikt nie chciał postawić na kompromis. Oboje z nich wysportowani. Oboje z nich inteligentni, z dobrą taktyką. Oboje liczyli na wygraną.
Przed państwem światowej sławy zawodnicy zapasów – Allie i Jack!
Walka była bardzo wyrównana… no prawie. Rudzielec cały czas leżał na podłodze, przygnieciony do niej poprzez ciało Jacka.
- Nie mam siły, wygrałeś! Stop! – wołała.
Chłopak tylko śmiał się uroczo.
- Dobra, ale musisz przyznać, że jestem najlepszy.
Wstał z Allie, a ona najzwyczajniej uciekła z pokoju.
- Może kiedyś – odkrzyknęła z łazienki.
- Ej, wracaj! – zawołał, goniąc ją po całym domu.



------------------------------------------------------------------------------------------------------

Misiaki! 
W następnym rozdziale całkowity powrót Zayna z trasy, mam nadzieję, że zostaniecie ze mną. Jak myślicie, co się wydarzy?
Ten rozdział dedykuję Wam wszystkim na rozpoczęcie tego, jakże truudnego tygodnia.