poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Rozdział 8

*

Allie wracała właśnie ze szpitala, z radością w sercu, taką, która nie gościła u niej od dawna. Lekkim krokiem przemierzała ulice Londynu, uśmiechając się do dzieci. Zawsze lubiła maluchy. Urocza dziewczynka o jasnych kręconych włosach podeszła do niej z rozbrajającym uśmiechem na delikatnych usteczkach. Stanęła obok rudowłosej i również oglądała wystawę z pięknymi sukniami.
- Ta by pani pasowała – powiedziała malutka, wskazując na kremową suknię godną Cesarzowej Elizabeth. – Wyglądałaby pani, jak królewna.
- Tak? – odparła Allie, po czym kiwnęła głową w kierunku sukieneczki w kolorze kwiatu wiśni. – W tej byłabyś księżniczką.
Po chwili z kwiaciarni obok wyszła mama dziewczynki, widząc tą scenę uśmiechnęła się przepraszająco w kierunku Rudzielca.
Pochłonięta gwarem miasta, wystawami drogich sklepów zorientowała się, że dzwoni jej telefon. Nie patrząc na wyświetlacz, odebrała.
-Halo?
- Uhh, dlaczego nie odbierasz?! - po drugiej stronie usłyszała zdenerwowany głos przyjaciela. Przyjaciela, którego darzyła tak głębokim uczuciem, zwanym powszechnie miłością.
- Nie słyszałam. Przepraszam.
- Dobra, karę dostaniesz w domu – Ruda nie widziała Zayna, lecz była pewna, że na jego twarzy gości w tym momencie łobuzerski uśmieszek. – Gdzie jesteś?
-Byłam na zdjęciu gipsu – odpowiedziała spokojnie, idąc już teraz w stronę domu chłopców szybszym krokiem.
- O rany, na śmierć zapomniałem! – mulatowi załamał się głos. – Miałem cię zawieźć! Słuchaj, spotkajmy się w naszym parku, będę tam na ciebie czekał.
Rozłączył się. Ruda więc skręciła w prawo, do ulubionego miejsca jej i Zayna spacerów.
Kiedy doszła do ustronnego parku, w zacisznej części miasta, Malik już tam na nią czekał. Miał spuszczoną głowę, ręce niedbałym gestem włożone w przednie kieszenie czarnych spodni.
-Przepraszam – powiedział cicho. Ona objęła go za kark, a on przyciągnął ją do siebie bliżej, położył dłonie na jej talii.
-Przecież nic się nie stało – wyszeptała w odpowiedzi.
Chłopak spojrzał na nią, wyglądała ślicznie – miała na sobie śnieżnobiałą koronkową sukienkę, idealnie komponującą się z jej mleczną karnacją i płomiennymi włosami.
 I zrobił to, czego od tak dawna pragnął. Pochylił się i pocałował ją, delikatnie, lecz namiętnie. A kiedy odwzajemniła pocałunek, pogłębił go, sprawił, by ten stał się gorętszy. Allie kurczowo złapała go za koszulkę, sama jeszcze mocniej się zatracając.
Oderwali się od siebie, bo jak wiadomo – człowiekowi potrzebny jest tlen do życia. Dziewczyna spojrzała na Zayna, a w jego brązowych tęczówkach zauważyła długo skrywane uczucie. Wziął ją na ręce i jednym ruchem posadził na drewnianej balustradzie mostku, pod którym przepływał strumyk. Westchnął.
-Kocham Cię – powiedział.
Tak długo czekała na te słowa, aż w końcu, kiedy je usłyszała nie była pewna, czy są prawdziwe. Zerknęła na mulata, ale jego oczy płonęły szczerością. Już chciała odpowiedzieć, lecz on nieświadomie przerwał jej potokiem słów.
- Wiesz, jak żałuję, że tak późno to sobie uświadomiłem? Bardzo długo biłem się z myślami. Tęskniłem, nawet wtedy, kiedy się spotkaliśmy. Wiesz dlaczego? Bo byłem świadomy tego, że nie jesteś moja. Bałem się, że nie zechcesz ze mną rozmawiać, że mnie nie wysłuchasz. Ale ty mi wybaczyłaś, wtedy to poczułem. Poczułem, jak bardzo cię kocham. Chciałem z tym walczyć, ale… - przerwał, by zaczerpnąć tchu. – ale moje uczucie do ciebie jest zbyt silne.
Przerwał i spojrzał na ukochaną wyczekująco.
- Ja też cię kocham – powiedziała melodyjnym, miękkim głosem. Głosem, który mógłby ukoić każdą ranę Zayna. Na dźwięk tych słów na jego twarzy ukazał się tak piękny i szczery uśmiech, jakiego świat jeszcze nie widział. Chwycił ją w ramiona i przycisnął mocno do piersi. Uniósł delikatnie i okręcił wokół własnej osi.
Stali tak długo, wtuleni w siebie, a ich serca połączyła niewidzialna nić. Nić bliskości, której nikt, ani nic nie będzie w stanie zerwać.
Spacerowali po parku, śmiejąc się i wspominając stare czasy.
-Fakt – przyznała rozmarzona Ruda. – Nasze dzieciństwo było wspaniałe.
Mulat przytaknął, a potem przypomniał swojej dziewczynie („swojej dziewczynie” – jak to pięknie brzmi) kolejną wesołą historię z czasów, kiedy mieli po sześć lat.
Potem jedną ręką objął ją w talii, pocałował jej dłoń i powiedział z pełną powagą:
- Czy Pani Malik da się zaprosić na romantyczną kolację?

- Ależ oczywiście – uśmiechnęła się. 



----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jest to, na co czekaliście! 
Mam nadzieję, że Wam się spodoba i osoby, które dotychczas nie komentowały napiszą choć jedno słówko! :)
Chcę również podziękować za ponad 2000 wyświetleń, jesteście niesamowici ♥

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Rozdział 7

*

Ruda często marzyła. Tak naprawdę czasami to tylko to trzymało ją w przekonaniu, że będzie dobrze. Marząc, wyobrażała sobie idealny świat. Świat, w którym codziennie widziałaby uśmiechniętych przyjaciół. Właściwie, to oni niemal zawsze mieli dobre humory, jednak chciała, aby ich życie było doskonałe, bezproblemowe. Zazwyczaj myślała o tym, że o ile  łatwiejszy byłby jej świat, gdyby nie kłótnie Zayna z Jackiem. Bardzo jej na nich zależało. Na obu, a tak bardzo nie chciała wybierać pomiędzy nimi, raniąc przy tym któregoś z nich. Jednak kiedyś ten moment musiał nadejść, dobrze o tym wiedziała. A zbliżał on się dużymi krokami, nieuchronnie. Niczym burza obwieszczał nadejście grzmotami, a co jakiś czas niebo rozjaśniała błyskawica. Im przerwa między obydwoma zjawiskami była krótsza, tym szybciej nadejść miało najgorsze.
Bóle pozwalały jej na coraz mniej. Czasami ledwo była w stanie chodzić. Krople do oczu nie pomagały, a twarz ponownie zrobiła się blada. Ile czasu można było zapobiegać wszystkiemu morfiną? Z czasem i ta przestała uśmierzać ból, bo jej organizm się na nią uodpornił.  
Tego ranka Allie wstała z łóżka kompletnie zmarnowana. Od incydentu z Jackiem wydawała się być nie obecna. Chłopak dzwonił do niej i pisał, ale nie odpowiadała. Wyjrzała przez okno i kolejny raz w ciągu ostatnich dni umocniła się w fakcie, że nie warto wstawać – padał deszcz, było zimno, mimo, iż kalendarz oświadczał, że dziś jest 24 lipca. Naciągnęła na stopy białe skarpetki i powolnym krokiem ruszyła ku łazience. Kiedy zobaczyła swe odbicie w lustrze, podskoczyła.
-E, panno Evans, czas się ogarnąć.
Wyszła z toalety i wróciła za kilka sekund, w ręku trzymając dużą kosmetyczkę. Zaczęła wyciągać z niej kolejne witaminy. Wycisnęła sześć kapsułek różnorodnych leków. Zakropliła kropelki do oczu.
Do łazienki zajrzał uradowany Zayn. Bardzo martwił się o przyjaciółkę, nie chciał dopuścić do siebie myśli, iż może być chora.
- Cześć, piękna! Świetnie, że wstałaś. Mogę coś dla ciebie zrobić?
- Po pierwsze – puka się Malik. Po drugie, możesz. Proszę o szklankę wody.
Nim się obejrzała mulat był z powrotem. Podał jej to, o co prosiła.
- Coś jeszcze? – nakręcał się. - Oferuję masaże, gorące kąpiele…
Rudzielec zatkał mu buzię. I pokazał na drzwi. Posłuszny Zayn wyszedł.
Dziewczyna szybko połknęła tabletki, wzięły prysznic, a następnie nabalsamowała obolałe ciało. Potem zabrała się za lekki makijaż i suszenie włosów. Po czterdziesto minutowej okupacji łazienki wyszła z niej świeża, wesoła – dawna Ruda. Niestety, tylko na zewnątrz.
Weselszym już krokiem zbiegła po schodach do salonu. Każdy z przyjaciół był zaspany i chodził jakiś rozdrażniony. Ruda była pewna, że to pogoda tak na nich zadziałała.
Wróciła szybko do swojego pokoju, ubrała koszulkę z kolorowymi nadrukami, ciemne dżinsy. Było chodno więc narzuciła czarną bluzę, nadal uważając by nie naruszyć ręki w gipsie. W przedpokoju, gdy zakładała czarne vansy, usłyszała głos Malika.
-Gdzie idziesz, księżniczko? – wskazał na drzwi. - Pada.
Wspięła się na palce i powiedziała mu swój plan. Kiedy skończyła, rzucił jej tylko, że jedzie z nią, ściągnął z wieszaka ciemną bejsbolówkę, chwycił ze stołu kluczyki do bmw i wyszli.
Szarmancko otworzył jej drzwi, a dopiero potem sam wsiadł. Zayn odpalił auto i włączył radio, a Rudzielec od razu przełączył na kanał z muzyką reggae, bo właśnie takich ‘nut’ uwielbiała słuchać.
-Fajne – skomentował piosenkę mulat. – Gust muzyczny ci się nie zmienił – dodał, zerkając na Allie. Ta pokiwała tylko głową.
Po chwili Bad boy ponownie zagaił.
-Co zrobimy z Jackiem?
-My? Raczej ja – Tym razem odpowiedziała, skrzywiła się i dodała – jakoś dam radę.
Malik chwycił dziewczynę za dłoń, którą przyłożył sobie do serca.
-My. Pamiętaj, My.
-Dziękuję, Zayn. Dziękuję, że jesteś – powiedziała cicho.
-Dla ciebie wszystko, mała – chłopak uśmiechnął się. Nagle zaczął intensywnie myśleć:
Kiedy będzie mógł powiedzieć jej o swojej miłości? Już nie długo – postanowił. Niech tylko ona otrząśnie się z tego głupiego Walkera. Na myśl o piłkarzu zacisnął szczękę.
-O, już jesteśmy – z zamyślenia wyrwała go Ruda, pokazując na sklep. Wysiadła z samochodu, mulat podszedł do niej i objął z tyłu w talii. Dziewczyna nie zaprzeczyła, chociaż na tyle mogła mu pozwolić. Uśmiechnął się z zadowoleniem.
Kosz w supermarkecie szybko się zapełniał.
-Naprawdę tyle tego potrzebujemy? – pytał zdezorientowany Zayn. – Przecież nie pozwolę Ci się zamęczyć z taką ilością gotowania!
-Spokojnie – Evans uśmiechnęła się łagodnie. – Trochę pracy mi nie zaszkodzi.
Szybko zapłacili i pojechali do domu. Gdy wrócili, w salonie było pusto i cicho. Dopiero, kiedy zerknęli na zegarek, uświadomili sobie, dlaczego. Była 10 rano, przyjaciele poszli się pewnie jeszcze dospać. Allie spojrzała na mulata, wyglądał na zmęczonego, pewnie także się nie wyspał.
-Idź spać – poleciła.
Ten zaprzeczył, oburzony:
-Co ty! Przecież cię nie zostawię.
Tłumaczył coś jeszcze, w tym samym czasie usiadł na białą, piękną sofę. Rudzielec wrócił do kuchni, ale po paru minutach zajrzała do salonu, aby się upewnić, czy wszystko w porządku. Serce rozpłynęło się jej na ten widok – Zayn, przyciskający poduszkę do torsu, zwinięty w kłębek na kanapie. Sięgnęła po miękki koc z fotela i z troską okryła nim przyjaciela.
Sama z radością powędrowała do kuchni i zaczęła gotować. Upiekła smakowicie wyglądające i pachnące babeczki - w dodatku z doskonałym zmysłem artystycznym udekorowała je lukrem, kolorowymi posypkami i polewami.  Potem przygotowała w dużych szklankach sorbety owocowe. Szybko zrobiła koktajle truskawkowe, które wlała do kieliszków od wina. A na koniec wyjęła z piekarnika ciasto czekoladowe, które wyglądało tak dostojnie i królewsko, a wprawdzie wykonywało się je w piętnaście minut. W wazon włożyła kilka różowych gerberów i ustawiła jedzenie na stole. Ze zdziwieniem stwierdziła , że jest dopiero chwilę po dwunastej, więc cichutko udała się do swojego pokoju. Tam przebrała się w śliczną białą sukienkę, tym samym z radością zauważając, iż zza chmur wesołym blaskiem zalśniło słońce.
Wyszła z domu, na wizytę lekarską i zdjęcie gipsu. Lekarzem był starszy pan,  bardzo miły, spokojny i rozważny. Powitał ją z sympatycznym uśmiechem na twarzy i przystąpił do zdjęcia dużego opatrunku. W tym samym czasie cały czas zagadywał dziewczynę.
-Bardzo mi się podobasz – powiedział w końcu do niej.
Ruda przekrzywiła głowę, zastanawiając się, czy aby się nie przesłyszała.
Lekarz uderzył się w czoło, jakby czegoś zapominając.
-Przepraszam, nie chodziło mi o to! – zaśmiał się lekko. - Miałem na myśli, że jesteś dla mnie odzwierciedleniem młodości.
Tym razem to Allie zaśmiała się beztrosko. Zapytała doktora, dlaczego.
-Młoda, śliczna. Delikatna i subtelna. Właśnie tak wyobrażano sobie boginię młodości.
Rudzielec zarumienił się, dziękując za komplement, bo słowa lekarza, umocnione jego szczerym tonem wydawały jej się nieco prawdopodobne.

Forever Young – pomyślała. 



--------------------------------------------------------------------------------------------------------
Trololo, mamy następny! ♥
Pracuję nad następnym rozdziałem, mianowicie nad tym, na co tak czekaliście!!

sobota, 10 sierpnia 2013

Rozdział 6

~Jack~

Przechadzałem się z Allie. Opowiadałem jej, w jaki sposób zaszedłem tak daleko w piłce nożnej. Ona lekko otwierała usta ze zdziwieniem.
-To niemożliwe! – śmiała się ze mnie.
Zawahała się trochę, jakby nie wiedząc, czy wypada jej to powiedzieć, lecz zdecydowała się i po chwili ponownie usłyszałem jej melodyjny głos.
-Ja też grałam w piłkę. Byłam w lokalnej drużynie.
Byłem szczerze zadziwiony, co prawda chłopacy ostatnio wspominali mi o zamiłowaniu Rudzielca do tej dyscypliny sportowej, jednak ten fakt był mi nieznany.
-Chodź – wziąłem ją za rękę. – Zobaczymy, co potrafisz.
I pociągnąłem ją w kierunku stadionu. Wypożyczyliśmy piłkę i zaczęliśmy grać. Muszę przyznać, że grała naprawdę nieźle! 
Biegła w kierunku bramki, lecz potknęła się. Zacząłem się śmiać, niestety nie wdziałem, co się stało. Na ziemi leżał gwóźdź, który wbij się jej pod kolanem. Gdy podbiegałem do niej, wyciągała go z nogi, sycząc z bólu.
-Co? Nie, zostaw! Pojedziemy do lekarza!
 Było za późno, bo nim zorientowałem się – ona po raz ostatni szarpnęła za metal, który spadł zakrwawiony na trawę. Po jej nodze obficie zaczęła lecieć krew. W oczach dziewczyny zalśniła łza bólu, jednak nie uroniła jej.
Szybko uniosłem ją z piasku.
-Pójdziemy do mojego domu po samochód, potem - do szpitala.
W jej oczach pojawiła się iskierka złości.
-Nie jadę do szpitala.
-Dobrze – westchnąłem, bo wiedziałem , że i tak z nią nie wygram. – Opatrzę cię w domu.
Była lekka, jak piórko. Bez problemu niosłem ją na rękach. Kilka razy mruknęła, że mogłaby iść sama, lecz ja natychmiastowo zaprzeczyłem. Noga jej od kolana do stopy skąpana była w krwi. Odwiązałem lekko jej trampka, również skarpetka była cała przemoknięta czerwoną cieczą.
Mieszkałem niedaleko, także po paru minutach otwierałem drzwi do mieszkania. Położyłem ją delikatnie na sofie i udałem się do kuchni poszukać apteczki.

~Allie~
Rozejrzałam się po salonie Jacka. Był ślicznie urządzony. Jasnoniebieskie ściany idealnie komponowały się z białą kanapą i jasnymi meblami. Na ścianach wisiały obrazy w śnieżnobiałych ramkach. Z boku na półce widniały wypucowane nagrody chłopaka.
Spojrzałam w dół. Noga bardzo mnie bolała. Gwóźdź pozostawił po sobie spory ślad, z którego nadal leciała krew.
Do pokoju wszedł Jack, na ustach miał czuły uśmiech. Wyciągnął z apteczki wodę utlenioną i bandaż. Spojrzał na mnie.
-Ty to masz szczęście – zażartował.
-Mam. – zaprzeczyłam. – Ale nie w miłości i kontuzjach – dodałam, bo taka była prawda.
-W miłości? – udawał zdziwionego. Potwierdziłam skinieniem głowy.
-Masz szczęście w miłości.
Spojrzał mi w oczy. W jego błękitnym spojrzeniu było coś przyciągającego. Niczym magnes. Wzrok zwrócił na moje usta. Przybliżył swoją twarz do mojej i zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, pocałował mnie. Lekko, delikatnie, słodko. Oderwałam się od niego.
-Nie, Jack. – Tylko tyle byłam w stanie powiedzieć. I mimo spuchniętej nogi, szybko wybiegłam z mieszkania.

~Zayn~
Niemiałem co robić. Allie wyszła z domu, by spotkać się z tym swoim Jackiem. Krzątałem się więc, co chwila zerkając przez okno. Raz podbierałem Harremu żelki, raz zajrzałem co robią chłopcy z dziewczynami. Ten dom był bez niej taki pusty. Moje życie bez niej nie miałoby sensu.
Nagle wpadła jak strzała. Allie. Zauważyłem tylko, iż z nogi leje jej się krew, płakała. Nikt oprócz mnie tego nie widział, bo wszyscy siedzieli w swoich pokojach. Pobiegłem za nią, znajdując ją w jej pokoju. Leżała na łóżku, szlochając.
-Cześć, mogę wejść? – zapytałem.
Powiedziała ciche ‘tak’.
-Co się stało? – przeraziłem się, widząc w jakim stanie jest jej prawa kończyna. Ale ona nigdy nie płakała z bólu przy innych. Chodziło o coś innego. – Mogę ci jakoś pomóc?
Wyciągnęła ręce w moim kierunku, objąłem ją mocno. Jednym ruchem przesadziłem ją sobie na kolana, przodem do siebie. Wtuliła się we mnie.
-Wiesz, że mi możesz wszystko powiedzieć – zapewniłem, kiedy po chwili bandażowałem jej nogę. Opowiedziała mi historię z gwoździem, jednak nie doszła do punktu kulminacyjnego. 
-Jack… on mnie pocałował.
-Cooo?! – nagle zerwałem się z łóżka, jak oparzony. W tym momencie byłem rozwścieczony. Jak on śmie? Przecież ona tego nie chciała!
I nie zważając na krzyki i protesty Allie, pojechałem do jego domu.
Zadzwoniłem Do drzwi Pana jaśnie Walkera. Otworzył mi po chwili, lekko zdziwiony.
-Cze…
Przerwałem mu.
-Co ty sobie, gnojku, wyobrażasz?
Szybko załapał, o co tak na serio chodzi.
-Nie twoja sprawa – burknął.
- Jeszcze tego nie rozumiesz? – krzyknąłem, łapiąc go za koszulkę. - To jest moja sprawa, bo ja ją kocham!
Patrzył na mnie z czystym zacięciem.
-A jeśli jeszcze raz przyjdzie od ciebie do domu w takim stanie, to ci naruszę ten twój słodki uśmieszek.
-Ja też ją kocham i zamierzam o nią walczyć. I wcale się ciebie nie boję. – Jack był pewny siebie, jego wzrok ciskał pioruny, trzymał ręce w kieszeni.
-Przyjmuje wyznanie. Niech wygra lepszy. – Zgodziłem się.
Wyszedłem z mieszkania, dość usatysfakcjonowany. Wiedziałem, ze prawdziwa walka dopiero się zaczyna.

Miałem ochotę przywalić mu za to, co zrobił MOJEJ Allie, ale wiedziałem, że ona by tego nie chciała. Tylko dlatego zrezygnowałem z uderzenia tego frajera. 



----------------------------------------------------------------------------------------------------
Postarałam się napisać długi rozdział, oczywiście specjalnie dla Was! ;*
Mam nadzieję, że się Wam spodoba! I docenicie moje wysiłki, biorąc pod uwagę choćby to, że jestem na ORF (reggae festival) :)

środa, 7 sierpnia 2013

Rozdział 5

*

Ruda właśnie szukała przyjaciół. Rozejrzała się po trybunach i nagle ujrzała siódemkę, machających do niej jak wariatów młodych ludzi.
Uśmiechnęła się sama do siebie, myśląc, jak wielkie ma szczęście, że zaznała tak szczerej przyjaźni. Poza tym dane jej było poznać również Jacka, który z kolei (powiem wam w tajemnicy) darzył dziewczynę większym uczuciem, niż przyjaźń. Zawsze gdy ją widział na jego twarzy pojawiał się uśmiech. Serce biło mu szybciej na jej widok, szczególnie wtedy, kiedy Rudzielec był szczęśliwy i wyglądał zdrowo. Uważał ją za najpiękniejszą kobietę na świecie – podobnie jak Zayn.
 Powiem wam także, że ostatnio nie wyglądała zbyt dobrze. I wcale nie chodzi tu o rękę w gipsie. Tak zwane „wory pod oczami”, bardzo blada cera. Coraz słabiej też szło jej robienie dobrej miny do złej gry. Trudno było jej wszystko ukrywać pod czujnym okiem Zayna, który bardzo o nią dbał i pilnował, aby brała wszystkie witaminy zalecane przez lekarza.
Usiadła obok mulata na jednym z tych mało wygodnych, stadionowych krzesełek. On objął ją ramieniem, szepcąc;
-Ślicznie wyglądasz.
Rzeczywiście tak było. Pod uroczymi, krótkimi ogrodniczkami miała pudrowo różową bluzkę. Włosy zaplecione w kłosa, a buzię wypchaną żelkami.
Niedaleko siedziała Alexandra, trzymając za rękę Liama.
-Kocham cię – powiedział cicho chłopak do ślicznej brunetki. Ta tylko odpowiedziała mu zalotnym uśmiechem.
Obok nich obejmowali się Louis z Nicole, wcale nie ukrywając swojej miłości. Tomlinson komplementował ją głośno.
-Skarbie, jesteś piękna.

A tymczasem mecz się rozpoczął. Arsenal grał z Atlético Madryt. W pierwszej połowie nie działo się w zasadzie nic ciekawego. Arsenal prowadziła grę, ale wszystko "jako tako" układało się tylko do pola karnego Atlético. Po przerwie działo się zdecydowanie więcej, choć nie można powiedzieć, że obie drużyny rozgrywały imponujący mecz. W 72. minucie dwójkową akcję zakończył Jack świetnym strzałem w prawy górny róg bramki przeciwnika. Mecz zakończył się wynikiem 1:0 dla Arsenalu, jednak był to bardzo pomyślny sparing, szczególnie dla najmłodszego zawodnika wygranej drużyny.
Tłum wiwatował i ktoś co chwila krzyczał imię Walkera. On zbytnio nie zwracał na widownię uwagi od razu dołączył do znajomych. Ręce założył za głowę i uśmiechnął się rozbrajająco:
-Podobało wam się?
Chłopcy z ożywieniem zaczęli opowiadać wrażenia, wymieniać poglądy i zdania na ten temat.
Ruszyli w kierunku Nandos, by zapełnić głodne brzuszki Nialla i Rudej.
Ci usiedli szybko przy stoliku i nie czekając na resztę, kiwnęli w kierunki kelnerki. Ona uśmiechnęła się zalotnie do blondynka, mimo, iż była sporo od niego starsza. Nie zwrócił na nią zbytniej uwagi, zbyt przejęty podnieceniem spowodowanym tym, iż zaraz będzie mu dane połknąć cały zapas restauracji.
-My poprosimy siedem hamburgerów – odpowiadał za siebie i Allie, bo zawsze świetnie dogadywali się w tej kwestii. – Cztery porcje frytek, hm, dwie pizze i po  dwa kubeczki Coli.
Kiedy 4/5 1D wraz z sportowcem i dziewczynami weszli do knajpki, głodomorzy już zajadali się zamówieniami.
-Nie poczekaliście? – powiedział z niedowierzaniem Liam.
-Znasz ich tyle czasu… Jeszcze nie zrozumiałeś, że jeśli chodzi o jedzenie są inaczej skonstruowani? – zapytała Nicole.
-Nie tylko pod względem kwestii jedzenia – zażartował Louis, a wszyscy wybuchli radosnym śmiechem.

~Zayn

To nie tak, ze jestem egoistą. To nie tak, iż nie lubię Jacka bez powodu. Może i nie darzę go największą sympatią, ale to jego wina. Przystawia się do Allie. Czy to sprawiedliwie? Oczywiście, ze nie! Ani troszeczkę. Pojawia się tak nagle i myśli, że mi ją zabierze? O, nie.
Obserwowałem, jak przygotowuje herbatę. Reszta pochowała się w pokojach, zmęczona trochę dzisiejszym dniem. Ja zaś siedziałem na barowym krześle uważnie się jej przyglądając.
Z wrodzoną gracją stąpała po podłodze. Od czasu do czasu  zerkała na mnie, obdarowując czułym uśmiechem.
-Co zamierzasz, gdy skończysz studia? – zagaiłem dziewczynę.
-Będę pisać artykuły dla redakcji. Kto wie, może uda mi się podpisać kontrakt z jakimś wydawnictwem i napisać książki? Po studiach na pewno wynajmę mieszkanie. – Zrobiła na chwilę pauzę, by odwrócić się w moją stronę, wydęła idealnie wykrojone usta. – Nie bój się, nie będę wam do końca życia siedzieć na głowie.
Zerwałem się z miejsca, podbiegłem do niej i ująłem za nadgarstki.
-Co ty wygadujesz? Nam, siedzieć na głowie?
-Dziewczyny pewnie zostaną, żeby być przy Louisie i Liamie, ale ja dlaczego miałabym zostać? Harry, Niall i ty w nieskończoność nie będziecie singlami.
Spojrzałem jej w oczy, lekko przybliżyłem twarz do jej ust…
-Co robicie? – zawołał Horanek, nie zdając sobie nawet sprawy z tego, że przerwał mi najważniejszą chwilę w moim życiu. – Ruda, zrobisz mi coś do jedzenia?
Puściłem jej dłonie i objąłem w pasie.
-Nie, dziś sam sobie robisz jedzenie – zaprzeczyłem, dlaczego biedna dziewczyna miała wszystkim w tym domu usługiwać? To ona zawsze robiła śniadanie, podczas, gdy reszta spała, to ona zawsze sprzątała. Tak nie będzie! Ja na to nie pozwolę!

Obrażony blondynek wyszedł z kuchni. Ja jednym ruchem chwyciłem po bitą śmietanę z blatu i zacząłem pryskać nią na dziewczynę. Allie bez wahania wysypała na mnie mąkę. Wyjęła z lodówki sos czekoladowy i truskawkowy, zabrałem jej jeden. Nogą otworzyłem szufladę i wyjąłem z niej folię przezroczystą.  Owinąłem nią dziewczynę. Co było dalej? Tego już wam nie opowiem!




-------------------------------------------------------------------------------------------------------

Chciałam podziękować Natalii Horan i Mani Młyn, za to, że skomentowały poprzedni rozdział. To właśnie Im dedykuję piąty! ♥
Trochę Allie i Zayna sam na sam. Co Wy na to? :D

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Rozdział 4

*

Zayn ze stoickim spokojem położył na blacie kuchennym gazetę.
Zayn Malik zazdrosny!
Cały świat oszalał, kiedy Malik ukazał na światło dzienne swoją piękną przyjaciółkę, Allie.
Niektórzy znajomi chłopaka twierdzą, iż czuje on jednak do niej coś więcej. Czy słynny Casanova wreszcie się zakochał? Czy jego wybranka odwzajemnia  uczucia?
Młodą studentkę literatury widziano ostatnio w towarzystwie przystojnego piłkarza, Jacka. Chłopak obejmował ją w pasie, wyglądali na bardzo szczęśliwych i radosnych. Tego dnia byli razem na obiedzie, a on podarował jej nawet swoją klubową koszulkę! Miłość czy przyjaźń?
W ten sam dzień paparazzi zobaczyli Zayna za jedną ze starych kamienic. Siedział sam , a jego mina wyrażała ból i smutek. Palił papierosa, ale dlaczego wybrał sobie właśnie to miejsce?
Dziwnym trafem w tym samym czasie ulicą obok przechodziła jego przyjaciółka i nowy kolega chłopców z 1 D.
Miejmy nadzieję, że Malik weźmie się w garść i będzie potrafił powiedzieć Allie o swoich uczuciach. Powodzenia!

Reakcja Zayna była oczywista, jak sam fakt, iż prasa tym razem miała racje. Z każdym dniem jego uczucia względem Rudej były większe. A Co gorsza, nie potrafił nad tym zapanować. Bolało go to, że ktoś może mu ją zabrać. A pod słowem ‘ktoś’ krył się oczywiście Jack.
Chłopak zwinął gazetę w rulonik i włożył do tylnej kieszeni. Popędził na górę, aby pożalić się Liamowi. Ten jak zawsze przyjął go z otwartymi ramionami, szczęśliwy, że może pomóc przyjacielowi.
Kiedy Payne przeczytał artykuł zaśmiał się lekko. Stanął przed Zaynem, który siedział na łóżku, koloru kawy z mlekiem i włożył dłonie w przednie kieszenie dżinsów.
-To nie jest śmieszne – powiedział żałośnie mulat. Wyglądał, jak gdyby miał się zaraz rozpłakać.
-Wiem, wiem, przepraszam – Liam położył rękę na piersi, by umocnić kolegę w przekonaniu, że podchodzi do spawy poważnie. – Za długo to ciągniesz. Nie działasz, Zayn.
-I kto to mówi? – zadrwił chłopak. – To Alex pierwsza wysyłała do ciebie jakieś znaki.
-Właśnie. Dobrze, że należycie je zinterpretowałem – przyznał Payne – Okay, chodzi o to, że jeśli nie będziesz nic jej pokazywał, to skąd ona ma to wiedzieć?
Malik rozłożył ręce.
-Nie mówię, że masz jej od razu powiedzieć, iż jest miłością twojego życia. Byłoby to błędem. Daj jej kwiatka – tak jak to robi Jack. Zabierz na spacer, złap czasem za rękę , niech to widzi.



Dziewiątka przyjaciół przechadzała się parkiem, było już dość późno. Śmieli się głośno, nie zwracając uwagi na przechodniów. Tu i ów odważny chłopak obejrzał się za pięknymi dziewczynami wmieszanymi w towarzystwo. Alexandra – w różowej, delikatnej sukience, szarych szpilkach, a na ręku masa bransoletek. Nicole – brzoskwiniowa koszula, czarna spódniczka i również ciemne, wysokie buty.  Ruda za to miała na sobie szarą spódniczkę, białą, zwiewną koszulę i siwe szpilki. Dziewczyny wyglądały zachwycająco.
Alex i Nicole szły, trzymając za ręce swoich chłopaków. Zaś Allie, śmiała się jak szalona, pomiędzy Zaynem a Jackiem. Oboje rozśmieszali dziewczynę, chcąc udowodnić sobie nawzajem, kto ma na nią lepszy wpływ. Co chwilę wychylali się do tyłu, posyłając sobie mordercze spojrzenia. W tym samym momencie zobaczyli, iż dziewczyna drży lekko z zimna i zapytali równocześnie:
-Zimno ci?
Ona pokiwała tylko leciutko głową, nie chcąc robić kolegom kłopotu. Jednak wiedziała, co się szykuje. Jeden i drugi zaczęli czym prędzej zdejmować bluzy. Pierwszy był oczywiście Jack – szybszy, bardziej wysportowany. Malik ze zrezygnowaniem opuścił ręce.
Piłkarz wychylił się i bezgłośnie poruszył wargami.
-1:0 dla mnie – rzucił w kierunku mulata.
Zayn zrobił morderczą minę i odpowiedział cicho:
-To jeszcze nie koniec.
Malik zaczął delikatnie pomóc zakładać jej bluzę, tak by nie uszkodzić ręki i tak będącej już w gipsie.
-Tak sobie pomyślałem… Mamy jutro mecz – powiedział Jack, kiedy odprowadzał wszystkich do domu. – Może chcielibyście przyjść?
-Pewnie! - ich reakcja była natychmiastowa.

Byli naprawdę bardzo uradowani, szczególnie chłopcy. Taka okazja nie zdarza się często!





----------------------------------------------------------------------------------------------------
Nie wiem, co robię nie tak. Chyba gorzej piszę, prowadzenie bloga też mi nie idzie. 
Rozdział beznadziejny, ehh :/

sobota, 3 sierpnia 2013

Rozdział 3

*

Zayn z nikim nie rozmawiał. Po wczorajszej kłótni z Allie wrócił do domu zmarnowany, jak gdyby wciągu minuty przybyło mu kilkanaście lat. Wszedł powoli po schodach, następnie zamknął się na klucz w swoim pokoju. Nie otwierał drzwi. Wyszedł do przyjaciół dopiero na drugi dzień. Ci współczuli mu, jednak uznali, że użalanie się nad nim byłoby najgorszym, co w tym momencie mogli zrobić. Zaczęli szczerą rozmowę, prosto z mostu.
- Nie oszukujmy się, Zayn – powiedziała, jak zawsze szczera i nie owijająca w bawełnę Nicole. – To ty zacząłeś kłótnię.
Harry przyznał jej rację.
- Dziewczyna podjechała do nas zadowolona, uśmiechnięta – a ty się na nią wydarłeś – powiedział Hazza.
Malik nie odpowiadał. Podpierał się  na łokciach o blat i widelcem mieszał bez celu w sałatce.
- To delikatna dziewczyna – powiedziała subtelniej, niż reszta, Alex. Dobrze rozpoczęła konwersację, trafiając w jego czuły punkt. – Wiesz o tym.
- Wiem – odparł cicho. – Ale coś mi do głowy strzeliło. Bo… bo ona ma gdzieś swoje zdrowie, nie widzicie tego? Coś jej jest, teraz jeszcze ta ręka. Boję się o nią! – był naprawdę zmartwiony. Dostrzegał więcej od reszty paczki, bo darzył ją większym uczuciem. Pozostali wymienili zmartwione spojrzenia.
- Myślę, że powinieneś jej po prostu poszukać – poradził Liam. – Porozmawiacie, to pomoże.
A Zayn nie czekając na nic, zerwał się z miejsca i pobiegł przebrać. Wrócił za kilkanaście minut, odświeżony i ładnie ubrany. Krzyknął coś do chłopaków i wybiegł z domu. Po chwili usłyszeli jak odpala samochód i już go nie było.
On naprawde Ja kocha.
Kocha Ja bezgranicznie.
Dla niej jest w stanie zrobic wszystko.
Znalazł Ją na obrzeżach Londynu. W miejscu, w które zabrał ją miesiąc temu, aby pokazać okolice miasta. Siedziała teraz koło lasu, w miejscu, gdzie rzadko się ktoś pojawiał. Tak jak Zayn – lubiła czasem samotność, choć należała do bardzo towarzyskich osób. Opierała się o masywny motocykl, zupełnie nie pasujący  do jej kruchej, delikatnej sylwetki. Kask stał z boku, na trawie. Ubrana była w ciemne dżinsowe rurki, czarną koszulkę. Było zimno, wtulała się więc w crossową, czarno – zieloną kurtkę z logo ‘Kawasaki’.
Chłopak patrzył na nią przez kilka minut. Nawet z daleka ujrzał, jak drżą jej ramiona, skryła twarz w dłoniach, lecz tylko na krótką chwilkę. Otarła łzę kciukiem, potem drugą. Jednak słona ciecz nadal wypływała z oczu dziewczyny. Zayn w pierwszym momencie chciał do niej podbiec, wziąć jej twarz w dłonie i pocałować miękko w usta. Jednak zamiast tego zaszedł ją od tyłu, szybko zakrył rękami jej piwne oczy. Z radością wypowiedziała jego imię, pytającym tonem. Ucałował czubek jej nosa i objął czule.
- Przepraszam – powiedział z okropnym żalem i poczuciem winy.
Ona tylko kiwnęła lekko głową, szepcąc cicho te same słowa.
- Jestem takim dupkiem. Jak mogłem?
- Jak ja mogłam? – odpowiedziała tym samym.

Stali jeszcze tak długo, wtuleni w siebie. Oboje zakochani, skrywając uczucie. 






----------------------------------------------------------------------------------------------------------

Cześć Kochane ♥
Już wróciłam, z czego bardzo się cieszę, bo najzwyczajniej w świecie tęskniłam za Wami.
Wyjazd się udał, jednak ja - jak to ja, wróciłam do domu z bardzo mocno zbitą ręką i spuchniętą nogą ;D A co u Was? :*
Zayn i Allie się pogodzili!  Podoba się rozdział? :)



piątek, 2 sierpnia 2013

Kochane :)

Cześć Ptysie :*
Rozdział dodam jutro, ale do tego czasu mam do Was prośbę!
Pomyślałam, że wypada, abym trochę Was znała, bo baardzo Was kocham :]
Proszę, napiszcie mi w komentarzu kilka faktów o sobie (np, wasze nawyki, co lubicie, typowe cechy charakteru - wszystko czego dusza zapragnie!).

 A tutaj trochę o mnie :)
1. Uwielbiam muzykę reggae, niemal tak samo jak naszych chłopców!
2. Gram w piłkę nożna i siatkówkę. Kocham pływać. Z chęcią uprawiam wszystkie sporty, a w szczególności motocross.
3. Jestem przewrazliwiona na punkcie higieny - maniaczka mycia dłoni i kąpieli :)
4. Mam 14 lat.
5. Jestem aktywna, jednak lubię poleniuchować z dobrą książką i kocykiem.
6. Według znajomych - "zabawna jak mało kto, uparta jak osioł, dziewczyna do zabawy i płaczu".

Jeśli macie jakieś pytanie, chcecie wiedzieć coś o mnie to proszę bardzo zadac je w komentarzu! ♥